Zamek w Żwańcu, widok z połowy XIX wieku
Zamek w Żwańcu, widok z połowy XIX wieku
Żwaniec-zamek
Zamek w Żwańcu, widok z XIX wieku
Żwaniec, ruiny zamku, po prawej widoczny kościół
Żwaniec, ruiny zamku, po prawej widoczny kościół
rys. Napoleona Ordy (ok.1880)
Żwaniec, ruiny zamku na skalistym urwisku nad Dniestrem
Żwaniec, ruiny zamku na skalistym urwisku nad Dniestrem
fot. Moje zamki (ukr.)
Żwaniec, ruiny zamku, widok współczesny
Żwaniec, ruiny zamku, widok współczesny
fot. Moje zamki (ukr.)
Żwaniec,kościół poormiański w czasach sowieckich
Żwaniec, kościół poormiański w czasach sowieckich
fot. Moje zamki (ukr.)
Żwaniec, kościól poormiański
Żwaniec, kościół poormiański,
widok współczesny
fot. Moje zamki (ukr.)
Pokaż na mapie
 Podole
 I Rzeczpospolita
 Podolskie
 ŻWANIEC
ukr. Жванець


Tarnopolskie - Borszczów, Czortków, Kopyczyńce, Zaleszczyki
Podolskie (I RP) - Felsztyn, Jarmolińce, Kamieniec Podolski
 mapa 1:75 000 
PN -  ZACH
Grzymałów, Husiatyń, Kopyczyńce, Skałat

PN -  WSCH
Felsztyn, Gródek (Podole), Jarmolińce

PD -  ZACH
Borszczów, Kudryńce, Krzywcze, Sińków, Skała

PD - WSCH
Chocim, Kamieniec Podolski, Okopy Św. Trójcy, Smotrycz, Żwaniec

Miejscowość na skalistym, lewym brzegu Dniestru, przy ujściu Żwańczyka, 19 kilometrów na południowy zachód od Kamieńca Podolskiego.

Naprzeciw, po drugiej stronie w odległości 4 kilometrów znajdowała się turecka twierdza w Chocimiu.

Żwaniec został pierwszy raz wspomniany w dokumentach gdy został nadany przez króla Władysława Jagiełłę (1431) rycerzowi Swyczkowi z Łęczyna.

Następnie należał do Teodora z Buczacza, Michała Buczackiego (1469), rodziny Jazłowieckich oraz Sroczyckich.

Ostatnia z tego rodu - Anna Sroczycka ze Sroczyc herbu Nowina wniosła Żwaniec jako wiano Aleksandrowi Koniecpolskiemu, wojewodzie sieradzkiemu.

Na początku XVII wieku Walenty Aleksander Kalinowski, generał ziem podolskich i starosta kamieniecki wybudował w Żwańcu zamek do obrony atakami z Mołdawii i Wołoszczyzny.

Warownia powstała na planie nieregularnego pięcioboku, którego północne krawędzia wcinały się w skalne urwisko nad Dniestrem.

Siostra Aleksandra, Barbara Koniecpolska wniosła Żwaniec w posagu Janowi Lanckorońskiemu, chorążemu podolskiemu.

W sierpniu 1621 roku na polecenie hetmana jana karola Chodkiewicza który w obozie pod chocimiem pod drugiej stronie Dniestru stanął naprzeciw armii tureckiej rozpcozęto przerzucać most przez Dniestr w Żwańcu.

Po fałszywej pogłosce o przygotowywanym wyburzeniu Żwańca motłoch z obozu wojsk Rzeczypospolitej rozpoczął grabież miejscowości, doszczętnie łupiąc Żwaniec z okolicami.

Wkrótce, 3 września 1621 roku królewicz Władysław Waza przeprawił się w Żwańcu przez Dniestr, podążąjąc do polskiego obozu pod Chocimiem.

Po zakończeniu oblężenia tureckiego, podczas którego Jan Karol Chodkiewicz zmarł, 13 października przez Żwaniec powracały wojska Rzeczypospolitej wraz ze zwłokami Chodkiewicza. Towarzyszyły im oddziały kozackie Piotra Sahajdacznego.

Zamek i miasteczko odbudował ze zniszczeń (1626) Stanisław Lanckoroński, wojewoda ruski. Władysław Waza - już jako król nadał Żwańcowi przywileje i lokację (1646) na prawie magdeburskim i herbem (nie zachowanym)

Jesienią 1653 roku Jan Kazimierz na czele 30 tys. armii Rzeczypospolitej obsadził zamek wojskiem, a pod wsią Braha naprzeciw Chocimia założył obóz, wokoł którego usypano potężne wały ziemne, częściowo zachowane jeszcze w XIX wieku.

Zagrodził w ten sposób drogę armii kozacko-tatarskiej Chmielnickiego, idącego na pomoc synowi Tymofiejowi zdo Mołdawii.

W 1652 roku Chmielnicki po klęsce wojsk polskich pod Batohem zmusił hospodara Mołdawii, Bazylego Lupula do wydania córki Rozandy za Tymofieja Chmielnickiego. Syn Chmilenickiego został jednak oblężony (1653) przez połączone siły polsko - wołosko - siedmiogrodzkie w Suczawie, gdzie zmarł.

Chmielnicki po ząjęciu Husiatynia otoczył Żwaniec.

Podczas dwumiesięcznego oblężenia głód, zaraza i zimno wywoływały w polskim obozie tumulty i dezercje. Niskie morale wojska zmusiły króla i hetmana Jerzego Lubomirskiego do rozmów.

16 grudnia 1653 zawarto umowę z Tatarami, którzy odstąpili od oblężenia za kwotę 100 tys. czerwonych złotych płatnych w ciągu pół roku.

Zawarta 17 grudnia nowa ugoda z Kozakami powtarzała warunki porozumienia ze Zborowa.

Rejestr kozacki miał wynosić 40 tys.żołnierzy, Chmielnicki pozostawał hetmanem kozackim, a urzędy w województwach kijowskim, czernihowskim, bracławskim zastrzeżono dla prawosławnej szlachty ruskiej. Polskiej szlachcie gwarantowano powrót do swoich dóbr.

Umowa żwaniecka pozostała tylko na papierze, gdyż Chmielnicki finalizował równocześnie rokowania z carem. które miesiąc później = w styczniu 1654 roku doprowadziły do przyłączenia Ukrainy do Rosji w Perejesławiu.



Po Lanckorońskich właścicielami Żwańca byli Skopowscy, a następnie Jordanowie.

Rząd rosyjski wykupił później część Żwańca, planując (1842-44) wzniesienie tu twierdzy. W 1843 roku przybył do Żwańca car Mikołaj I. Ostatecznie jednak zrezygnowano z planów budowy.

W 1861 roku Żwaniec liczył 1,3 tys. mieszkańców, ok. 1900 roku 3,8 tysiąca osób, w tym 13% Żydów.

U progu I wojny światowej na początku sierpnia 1914 roku Żwaniec zajęły na krótko wojska Austro-Węgier. Jednak po naporem wojsk rosyjskich wycofały się za Zbrucz.

Ponownie wojska austro-węgierskie wkroczyły tu po pokoju brzeskim z Rosja bolszewicką w lutym 1918 roku. Pod koniec 1918 roku Austriacy ułatwili opanowania tej części Podola ze Żwańcem wojskom ukraińskiego Dyrektoriatu.

W listopadzie 1920 roku weszli tu bolszewicy. Żwaniec pozostał pod okupacją sowiecką, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Rzeczpospolitą. Sowieci okupowali Żwaniec do 1991 roku.

Od 1991 roku jest wioską w obwodzie chmielnickim niepodleglej Ukrainy.

W ostatnim czasie studenci architektury z Krakowa przewieźli do katedry w Kamieńcu Podolskim polskie nagrobki, wykopane w Żwańcu.




Wołodyjowski rzekł:

- Nieprzyjaciel, nim Kamieniec oblegnie, musi wprzód Żwaniec pokruszyć, bo mu nijak obronny zamek za plecami sobie zostawiać. Owóż za pozwoleństwem pana podkomorzego podolskiego ja się podejmuję w Żwańcu zamknąć i trzymać się właśnie przez taki czas, jaki ksiądz biskup za pomocą układów zyskać zamierza. Ludzi wiernych wezmę i póki będzie mego życia, póty będzie i Żwańca!


Henryk Sienkiewicz,
Pan Wołodyjowski,
rozdział 50





Lecz nazajutrz skoro świt sułtan ordynował janczarów, Tatarów i Lipków, by przeszli Dniestr i zajęli Żwaniec, tak miasteczko, jak i zamek. Nie czekał ich mężny pan Hieronim Lanckoroński za murami, lecz mając przy boku czterdziestu swoich Tatarów, ośmdziesięciu Kijanów i jedną własną chorągiew towarzyską, uderzył na janczarów u przeprawy i pomimo gęstego ognia z rusznic zmieszał tę najprzedniejszą piechotę tak, iż się w rozsypce poczęła cofać w wodę.

...

Lanckoroński widząc, że od wody zbliżają się janczarowie, schronił się za mury, wysławszy wprzód do Kamieńca o posiłki. Padyszach nie myślał zrazu tego dnia zdobywać żwanieckiego zamku, mniemając słusznie, że go w mgnieniu oka przy ogólnej wojsk przeprawie pokruszy. Chciał tylko zająć miasto i w przypuszczeniu, że oddziały, jakie wysłał, są na to zupełnie wystarczające, nie wysyłał więcej ni janczarów, ni ordy.

...

Wtem z baszty zameczku ujrzano, iż od strony Kamieńca zbliża się jakowaś jazda.

...

- Chwała Bogu! jest i sam Wołodyjowski, bo widać dragonów. Mości panowie, wyskoczym i my zza murów i z bożą pomocą wyżeniem nieprzyjaciela nie tylko z miasta, ale całkiem za wodę.

...

Tak mi dobrze pod Żwańcem poszło, że rad bym się w zameczku zawrzeć - rzekł pan podkomorzy - bylem miał pewność, że mi waszmość od czasu do czasu na pomoc z Kamieńca wyskoczysz. Niechby potem było, co ma być !

- Mają dwieście dział - odrzekł Wołodyjowski - a gdy dwie ciężkie armaty przeprawią, zamek ów dnia jednego nie wytrzyma. Sam chciałem się w nim zawrzeć, ale teraz, gdym go opatrzył, widzę, że to na nic.

Inni przyłączyli się do zdania małego rycerza. Pan Lanckoroński upierał się jeszcze czas jakiś dla fantazji, że w Żwańcu zostanie, ale zbyt był doświadczonym żołnierzem, aby nie przyznać słuszności Wołodyjowskiemu. Wreszcie rozmysły jego przeciął pan Wasilkowski, który przybywszy z pola, wpadł spiesznie do zamku.

- Mości panowie - rzekł- rzeki nie widać, bo cały Dniestr pod tratwami.

- Przeprawiają się? - spytali wszyscy razem.

- Jako żywo! Turcy na tratwach, a czambuły w bród za ogonami.

Pan Lanckoroński nie wahał się już dłużej, jeno natychmiast kazał topić stare haubice zamkowe; rzeczy zaś, co się dało, kryć lub wywozić do Kamieńca.


Henryk Sienkiewicz,
Pan Wołodyjowski,
rozdział 51