POLACY NA WSCHODZIE - ARCHIWUM WIADOMOŚCI
SIERPIEŃ 2004



Archiwum wiadomości
kwiecień-majczerwieclipiecsierpieńwrzesieńaktualne


 


2004-08-27
Pożar na zamku w Bychowie

Na zamku kanclerza Wielkiego Księstwa Litewskiego Lwa Sapiehy w Bychowie (obwód mohylewski) na wschodniej Białorusi wybuchł pożar - podały wczoraj białoruskie media. Spłonął dach i częściowo poddasze. Gaszenie pożaru, który wybuchł w środę, trwało kilkanaście godzin. Obecnie są ustalane przyczyny pożaru. Przedstawiciele Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych nie wykluczają podpalenia lub zaprószenia ognia.

Jak poinformowała białoruska telewizja, liczący około 400 lat zamek od 10 lat nie miał właściciela. W tym roku budowlę zaczął rekonstruować miejscowy przedsiębiorca Mykoła Sapieha, któremu jednak prawnie zamku nie przekazano. Obecnie lokalne władze chcą go wystawić na sprzedaż, gdyż nie mają pieniędzy na remont.

W grudniu 2002 r. podczas prac remontowych spłonęła część dachu i poddasza zamku Radziwiłłów w Nieświeżu.

wg Wirtualnej Polski




2004-08-26
Pielgrzymi przed Ostrą Bramą

25 sierpnia do Ostrej Bramy przybyła 12. Białostocka Ekumeniczna Pielgrzymka Piesza. Jej prawie trzystukilometrowa trasa wiodła z Białegostoku przez Grodno do Wilna.

W pielgrzymce, przebiegającej pod hasłem "Z Maryją naśladować Chrystusa", wzięło udział ponad trzystu wiernych z Polski, Białorusi i Litwy - wyznawców katolicyzmu i prawosławia w wieku od 7-miu do 75-ciu lat. Jak podkreślił przewodnik pielgrzymki ksiądz Andrzej Horaczy, najważniejsza dla pątników była idea pojednania wszystkich chrześcijan.

Pielgrzymkę zakończyła uroczysta msza święta przed cudownym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej.

wg IAR




2004-08-26
Rejestracja Klubu Weteranów AK na Litwie

Po latach starań władze Litwy zarejestrowały Klub Weteranów Armii Krajowej. Litewski historyk Jarosław Wołkanowski określił ten fakt mianem sukcesu, gdyż o rejestrację klubu żyjący na Litwie weterani AK ubiegali się od 14 lat. Klub Weteranów AK został zarejestrowany w ubiegły piątek. Dotychczas weterani byli zrzeszeni w organizacji pod nazwą Klub Polskich Weteranów Wojny.

- Trzeba przyznać, że Litwa jest jedynym państwem za wschodnią granicą Polski, gdzie kombatanci AK zostali zarejestrowani pod swoją historyczną nazwą - cieszył się Jarosław Wołkanowski. Rejestracja na Litwie klubu ze słowami "Armia Krajowa" w nazwie ze względów formalnych stała się możliwa po znowelizowaniu w lutym ustawy o organizacjach społecznych. Wołkanowski przyznał jednak, że klub AK został zarejestrowany głównie ze względu na to, że "zaistniała ku temu wola polityczna".

wg Wirtualnej Polski




2004-08-25
Wystawa polskich artystów z Mołdawii

W Domu Polonii w Warszawie - siedzibie Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" (ul. Krakowskie Przedmieście 64), w sobotę otwarta została wystawa "Malarstwo i rzeźba polonijnych artystów w Mołdawii".

Jak podkreślili przedstawiciele ambasady RP w tym kraju, po raz pierwszy udało się zgromadzić w sposób możliwie pełny prace artystów mołdawskich polskiego pochodzenia. Wystawę liczącą 78 prac i prezentowaną wcześniej w Krakowie i Pułtusku oglądać można do 17 września, w godzinach 9.00-17.00, codziennie z wyjątkiem niedziel.

wg "Naszego Dziennika"




2004-08-25
Koncern Chevron gotów finansować rurociąg z Ukrainy

Według dziennika "Rzeczpospolita", amerykański koncern naftowy Chevron jest gotów dofinansować projekt budowy przedłużenia z Ukrainy do Polski rurociągu do transportu kaspijskiej ropy. Jednak ukraińskie 15-letnie porozumienie z Rosją w sprawie tranzytu rosyjskiej ropy może podważyć sens polsko-ukraińskiej inwestycji.

Oczekuje się, że podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy polsko-ukraińskiej spółki naftowej "Sarmatia" przedstawiciele strony ukraińskiej wyjaśnią dziś wątpliwości związane z porozumieniem z Rosją.

"Sarmatia odpowiada ona za przygotowanie planu wspólnej inwestycji i zorganizowanie jej finansowania. Powołały ją kilka tygodni temu firmy: UkrTransNafta i polska PERN "Przyjaźń".

Projekt rosyjsko-ukraiński przewiduje, że ropa popłynie z Rosji przez Brody do Odessy. Natomiast Polska i Unia Europejska chcą, by to była ropa kaspijska i by płynęła w przeciwnym kierunku, czyli z Odessy do Polski omijając Rosję. Odcinek rurociągu do Polski ma mieć 540 kilometrów długości i ma kosztować do 450 milionów dolarów. Według "Rzeczpospolitej", akcjonariusze "Sarmatii" nie są w stanie pokryć nawet połowy tych kosztów, zatem szukają współinwestorów. Jednym z nich może być Chevron.

wg "Rzeczypospolitej"




2004-08-25
Prudential szuka swoich klientów

Brytyjska firma ubezpieczeniowa Prudential, która działała na terenie Polski od 1927 do 1936r., poszukuje byłych właścicieli polis ubezpieczeniowych. Po II wojnie światowej było zarejestrowanych 4,623 polis, lecz większość akt uległa zniszczeniu w czasie powstania warszawskiego w 1944r. Po wojnie Prudential już nie odzyskał kontroli nad dotychczasowymi klientami. Było to efektem działań ówczesnego rządu polskiego. Likwidator Prudentialu przejął w posiadanie wszystkie dotychczasowe polisy.
Lecz firma Prudential nie zapomniała o swoich byłych klientach. W roku 1990 przejrzano wszystkie ocalałe akta i stworzono szczątkową bazę danych. Firma Prudential przejrzała proces wypłat i przyjęła bardziej elastyczną formę wypłat niezrealizowanych polis. Pomimo wielkich trudności w odnalezieniu właścicieli polis i ich spadkobierców, około 30 proc. zostało odnalezionych i wypłaconych.
Sposób realizowania wypłat
Każda z osób ubezpieczonych lub krewni ubezpieczonego proszeni są o kontakt z firmą Prudential celem przedłożenia i zweryfikowania roszczeń do wypłaty. Szczegółowe informacje o sposobie prowadzonych wypłat można uzyskać pod adresem: www.prudential.co.uk/aboutpru/wwpolish. Znajduje się tam również lista nazwisk byłych właścicieli polis. Adres do bezpośredniego kontaktu z Prudentialem przez Internet:

e-mail: polishpolicyenquiries@prudential.co.uk
lub Lovells sp. z o.o.
skr. poczt. 17, 2
00-950 Warszawa 1

wg "Wirtualnej Polonii"




2004-08-23
Kolejnym polskim szkołom na Litwie grozi zamknięcie - apel do Prezydentów Litwy i Polski

Lokalny samorząd w Trokach, od lat borykający się z długami, szukając oszczędności, podjął próby zlikwidowania ostatnich polskich szkół na terenie rejonu trockiego. Reforma oświatowa, wdrażana przez litewskiego ministra oświaty Algirdasa Monkevičiusa nie różnicuje sytuacji szkół mniejszości narodowych i szkół z językiem dominującej na danym terenie większości.

W imieniu nauczycieli, uczniów i rodziców szkoły podstawowej w Szklarach oraz szkoły średniej w Połukni szef frakcji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie w Radzie samorządu rejonu trockiego, Henryk Jankowski oraz , prezes Związku Polaków na Litwie rejonu trockiego, Jarosław Narkiewicz wystosowali 5 sierpnia 2004 r. list otwarty do Prezydenta Republiki Litewskiej Valdasa Adamkusa oraz do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego.

Czytamy w nim m.in. "Szkoły z polskim językiem nauczania na terenie samorządu rejonu trockiego są zagrożone. Zwracamy się więc (...) z prośbą o wpłynięcie na te procesy, jak to miało miejsce w przypadku litewskich szkół w Puńsku w Polsce oraz o uchowanie pozostałych placówek oświatowych przed ich likwidacją.

W rejonie trockim zamknięto już polskie szkoły początkowe w Brażuole, Kariociszkach, Świętnikach, szkoły podstawowe w Salkininkach, Rykontach. Z wymienionych placówek w szkołach początkowych w Rykontach, Brażuole i Kariociszkach nadal kontynuowana jest nauka w języku litewskim. Polska szkoła podstawowa w Szklarach stała się szkołą ośmioletnią, tzn. niepełną podstawową. Nie pozwolono w niej otworzyć klasy 9, mimo iż tego chciało 12 uczniów i ich rodzice. W 2003 r. w Trockiej Szkole Średniej nie zezwolono otworzyć grupy przedszkolnej z polskim językiem nauczania dla 12 dzieci.

Dotychczas próbowaliśmy rozwiązywać te problemy na szczeblu samorządowym, jednak obecnie - mimo umowy koalicyjnej - podejmowane są próby przeforsowania w Radzie w trybie pilnym decyzji o zamknięciu polskiej szkoły podstawowej w Szklarach, o połączeniu polskiej i litewskiej szkół średnich w Połukni. Czyni się to w sposób mechaniczny, bez uwzględniania Ustawy o oświacie oraz innych aktów prawnych, nie bierze się też pod uwagę faktu, że nauczyciele są na urlopach.

W rejonie trockim mieszka 37 130 mieszkańców: w tym 53 proc. Litwinów, 33 proc. Polaków, 9 proc. Rosjan, 5 proc. mieszkańców innych narodowości. Region jest wyjątkowy pod względem przyrodniczym, jak też historycznym - prawdziwy skarbiec narodowościowo-kulturowy. W szkołach ogólnokształcących naukę pobiera 6 010 uczniów, w tym 1 475 - to uczniowie należący do mniejszości narodowych (1 023, tzn. 17 proc ogółu, uczy się w szkołach polskich).

Społeczno-gospodarcze problemy rejonu są w dużej mierze zbieżne z problemami regionu Litwy Południowo-Wschodniej, tzn. rejonów wileńskiego, solecznickiego, święciańskiego. Istnieją również różnice: w rejonach wileńskim i solecznickim są budowane przez powiat wileński i utrzymywane przezeń szkoły o bardzo małej liczbie uczniów, w naszym natomiast rejonie - nie. Podczas omawiania problemów mniejszości narodowych rejonów Litwy Południowo-Wschodniej nie jesteśmy zapraszani na żadne narady, jak gdyby nas w ogóle nie było.

Zarówno uczniowie, jak też ich rodzice są zadowoleni z wyników nauki w szkołach mniejszości narodowych, procent wstępujących na wyższe uczelnie jest również wysoki: np. w 2003 r. 83 proc. absolwentów szkoły średniej im. H. Sienkiewicza w Landwarowie podjęło studia, w przypadku szkół trockiej i rudziskiej wskaźnik ten sięgnął 70 proc.

Baza materialna szkół spełnia wymogi stawiane procesowi kształcenia. Dużego wsparcia finansowego na renowację budynków szkolnych oraz nowe dobudówki udziela Senat Rzeczypospolitej Polskiej, a inwestycje w naszym rejonie sięgnęły około 5 mln litów.

Zważywszy powyższe fakty, a także pragnąc zachować swoistość, oryginalność kulturową wspólnot narodowych po przystąpieniu Litwy do Unii Europejskiej należy udzielić szczególnej uwagi kwestii zachowania szkół mniejszości narodowych. Rząd Litwy powinien podjąć jasną decyzję względem strategii mniejszości narodowych."

Zamknięcie szkoły polskiej, nawet z niewielką liczbą uczniów oznacza niepowetowaną stratę dla wspólnoty narodowej w danej okolicy. Praktyka szkół z rejonów szyrwinckiego, gdzie ostatnia polska szkoła musi walczyć o przetrwanie, święciańskiego, gdzie polskich szkół pozostało trzy, czy również trockiego, gdzie ostatnimi laty z zatrważającą szybkością topnieje sieć polskich szkół dodatkowo uzasadniają takie stwierdzenie.

Przypominamy, że w Polsce istnieją tymczasem nawet siedmioosobowe szkoły litewskie, których utrzymanie jest dużym balastem finansowym dla lokalnej władzy, jednak żadna litewska szkoła nie może być zamknięta, dopóki nie powstanie zespół szkół litewskich w Sejnach.

W miejscowości Ogrodniki w suwalskim, miejscowa 40-osobowa polska szkoła podstawowa została uratowana przed zamknięciem dzięki temu, iż w niej uczyło się pięciu uczniów narodowości litewskiej, którzy fakultatywnie pobierali naukę języka litewskiego. "Gdy kurator dowiedziała się o pięciu Litwinach w ogrodnickiej szkole, natychmiast wydała zakaz jej zamknięcia", wyjaśniał wójt Ogrodnik.

Deficyt wynikający z utrzymania litewskich szkół na Suwalszczyźnie jest pokrywany z rezerwy finansowej polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej bądź z innych niesamorządowych źródeł.

Tymczasem w Trokach zadłużony samorząd nie może liczyć na pomoc litewskiego ministerstwa oświaty, eksperci z resortu oświaty zachęcają radnych do reorganizacji bądź zamykania nieopłacalnych szkół, nie robiąc oczywiście żadnych wyjątków dla szkół mniejszości narodowych.

wg "Tygodnika Wileńszczyzny"




2004-08-20
I Festyn Kultury Polskiej w Jeziorosach

Okolice Jeziorosów - to kraj tysiąca jezior, rzeczułek i malowniczych krajobrazów na obecnym pograniczu litewsko-łotewsko-białoruskim, tereny o barwnej mozaice narodowościowo-religijnej, na których przez wieki współżyli ze sobą Litwini, Polacy, Białorusini, Tatarzy, Żydzi, rosyjscy staroobrzędowcy.

Turmont, Smołwy, Tylża, Jeziorosy... Mieszkający tu Polacy, zwłaszcza starsze pokolenie - chociaż znacznie przetrzebieni latami wywózek, wojny i repatriacji, zachowali swą narodową świadomość. Nie pozostali też na uboczu, kiedy na fali odrodzenia zaczęły powstawać na Litwie koła i oddziały Związku Polaków na Litwie. Pierwsze koło ZPL w tych stronach zostało założone w 1992 r. w Turmoncie przez śp. Stanisławę Wejkszo. Po jej śmierci (1998) działalność koła zaczęła zanikać, lecz dzięki staraniom nowej prezes Weroniki Bogdanowicz w grudniu 2000 r. grono Polaków w Turmoncie ponownie udało się zaktywizować. Wkrótce powstały także koła w okolicznych miejscowościach, a w 2002 r. został zarejestrowany Jezioroski Oddział ZPL. W ciągu ostatnich dwóch lat zdążył on zapisać na swe konto sporo osiągnięć, jak chociażby otwarcie i wyposażenie siedziby oddziału, działalność szkółki języka polskiego i zespołu "Srebrne pasemko", troska o miejsca narodowej pamięci - ustawianie krzyży i opieka nad mogiłami, organizacja wycieczek, pielgrzymek i wyjazdów na koncerty do Wilna, koncerty i imprezy z okazji świąt i rocznic narodowych.

24 lipca w Jeziorosach odbył się Festyn Kultury Polskiej z udziałem szeregu zespołów z Wileńszczyzny, Polski i Łotwy. Po Mszy św. w parafialnym kościele pw. Wniebowzięcia NMP wszyscy uczestnicy święta udali się do Jezioroskiego Centrum Kultury, gdzie miała miejsce podstawowa część imprezy - koncert galowy. Na Festyn przybyli: kierownictwo Związku Polaków na Litwie z prezesem Michałem Mackiewiczem na czele, władze rejonowe w osobach mera i wicemera, delegacje z Ostrowi Mazowieckiej i Zduńskiej Woli, rodacy z pobliskiego < href=inflanty/dyneburg.php3>Dyneburga wraz z towarzyszącymi im zespołami. Z nieukrywanym wzruszeniem w imieniu mieszkających na Ziemi Jezioroskiej Polaków witała gości główny organizator przedsięwzięcia - prezes oddziału Weronika Bogdanowicz.

Jak powiedział podczas otwarcia święta prezes ZPL Michał Mackiewicz: "Festyny Kultury Polskiej na Litwie nie są czymś nowym, od 15 lat odbywają się one w różnych miejscowościach, zrzeszając tysiące, a nieraz i kilkanaście tysięcy osób. Tak jest na Wileńszczyźnie, w Solecznikach, na Ziemi Trockiej, od pewnego czasu dołączyły do nich Lauda, Święciany i Wisaginia. Natomiast Jeziorosy i Festyn Kultury Polskiej - to wydarzenie zupełnie nowe". Wyrażając satysfakcję z powodu, iż pieśń polska i mowa polska będą rozbrzmiewały jeszcze w jednym zakątku Litwy, rozpoczynając tu wielką tradycję propagowania kultury polskiej, prezes nazwał ten dzień prawdziwie historycznym.

Pozdrowienia do uczestników święta skierowali również goście. Mer rejonu Balys Vilimas, oceniając Festyn Kultury Polskiej w Jeziorosach jako wydarzenie wyjątkowe w skali rejonu, życzył wszystkim zebranym, by ten dzień na długo pozostał w ich pamięci.

Ponad dwugodzinny koncert prowadzili Anna Adamowicz w roli ciotki Franukowej i Dominik Kuziniewicz, jako znany gawędziarz Wincuk. Rozpoczął miejscowy zespół "Srebrne pasemko" z Turmont, jako jedyny w rejonie mający w repertuarze piosenki polskie. Jego trzon stanowią członkinie koła ZPL wraz z prezes oddziału panią Weroniką. Kolejny zespół "Tumielanka" z Wisagini brawurowym wykonaniem pieśni "Hej, sokoły" zachęcił do wspólnego śpiewu całą widownię.

Szczególnie gorącymi oklaskami przyjmowano występy gości: Zespół Pieśni i Tańca "Bez wianka" z Ostrowi Mazowieckiej i grupę tańca współczesnego "Modest" ze Zduńskiej Woli. A zespoły z Dyneburga "Promień" i "Przyjaciółki" wykonaniem powszechnie znanych ludowych piosenek wytworzyły na sali swojską atmosferę. Temperatura na widowni jeszcze bardziej wzrosła po tanecznych popisach zespołu "Zgoda", który zaprezentował publiczności tańce łowickie, poloneza i mazura ułańskiego.

wg "Magazynu Wileńskiego"




2004-08-19
Odbudowa Wysokiego Zamku we Lwowie?

Ukraińskie władze miejskie Lwowa zamierzają odbudować Wysoki Zamek. O tym pomyśle ukraiński mer Lwowa, Lubomir Buniak wspominał jeszcze dwa lata temu, podczas swojej kampanii wyborczej. Władze zapowiadają, że pewna część odbudowanego zamku miałaby zostać udostępniona zwiedzającym już za 2 lata - podczas jubileuszu 750-lecia Lwowa.

Nie wiadomo jednak, jaka część zamku ma być odbudowana, ani skąd wziąć na to pieniądze. Lubomir Buniak uspokaja zaniepokojonych archeologów, że zadne historyczne ślady nie zostaną przy tym zniszczone. Wołodymyr Szwec, główny architekt instytutu Ukrazachidproekt-restawracija wypowiada się ostrożnie - istnieje potrzeba uporządkowania góry zamkowej, ale czy koniecznie odbudowa zamku? Zależy co dokładnie miałoby to znaczać. Szwec przypomina, ze ten teren należy do obszaru chronionego przez UNESCO, więc wszystkie ewentualne działania powinny być zatwierdzone przez odpowiednie urzędy w Kijowie.

Z podobną rezerwą do projektu odnosi się Mykoła Bewz, kierownik Katedry Restauracji i Rekonstrukcji Politechniki Lwowskiej. Według jego słów, góra zamkowa to wciąż teren nie do końca poznany i opracowany pod względem archeologicznym. A jeżeli już odbudowywać, to trzeba wiedzieć co, nie można przecież postanowić, że odbuduje się "coś".

wg www.lwow.wschod.info




2004-08-19
Lato Polskiej Kultury w Beresteczku

27 czerwca w Beresteczku odbył się przegląd dorobku środowiska polskiego pod nazwą I Wołyńskie Lato Polskiej Kultury.

Organizatorami przeglądu był oddział Towarzystwa Kultury Polskiej i Konsulat Generalny RP w Łucku oraz władze miasta. Uczestniczyła w nim młodzież polska z Beresteczka i okolicznych wiosek oraz zespoły ukraińskie, mające w swoim repertuarze piosenki polskie.

Prezentacja odbyła się w obecności Konsula Generalnego i mera Beresteczka. Wypełniona sala Domu Kultury zgromadziła około 250 osób publiczności. Zachęcone udanym koncertem, władze Beresteczka zgłosiły wolę organizowania takiego przeglądu co roku i w formule rozszerzonej o wykonawców z Polski. Przegląd przyczynił się do wzmocnienia autorytetu społeczności polskiej w środowisku oraz uwydatnił dorobek pracy kulturalno-oświatowej Towarzystwa Kultury Polskiej.

wg "Wspólnoty Polskiej"




2004-08-18
X Festiwal Kultury Kresowej w Mrągowie

Pół tysiąca artystów z Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy i Czech wzięło udział w X Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie, który odbył się w dniach 30 lipca - 1 sierpnia. Festiwal, jedyny tego typu w Polsce, prezentuje tradycje Polaków mieszkających na Kresach.

Festiwal Kultury Kresowej jest organizowany od 1995 r. w mrągowskim amfiteatrze położonym nad jeziorem Czos. Przypomina obrzędowość i dawne zwyczaje, podtrzymuje na duchu tych, którzy tę kulturę zachowali przez lata, gdy usiłowano pojęcie Kresów wymazać z historii. Festiwal wpółorganizują burmistrz Miasta Mrągowa, Program II Telewizji Polskiej, Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, Centrum Kultury i Turystyki w Mrągowie oraz Senat RP oraz dziesiątki pasjonatów. Koncert w mrągowskim amfiteatrze poprzedziło wręczenie Orderu Uśmiechu Ryszardowi Soroko, który festiwalowi oddany jest bez reszty.

Koncert nad jeziorem Czos tradycyjnie poprowadzili Agata Młynarska oraz mieszkający w Wilnie Anna Adamowicz, czyli "ciotka Franukowa" i Dominik Kuziniewicz, zwany "Wincukiem".

Podczas jubileuszowego festiwalu na scenie amfiteatru wystąpiły 22 zespoły taneczno-muzyczne. Wśród nich znalazły się zespoły oraz wykonawcy, którzy podbili serca mrągowian oraz zdobyli największe uznanie publiczności podczas poprzednich festiwali oraz ci, których występy na długo pozostaną w pamięci widzów. m.in. Adam Orlińskiego z Mozyrza, ktory podczas otwarcia festiwalu zaśpiewał "Rotę", zespoły taneczne: "Białe Skrzydła" z Mołodeczna, (kierownik Wiktor Baranowicz), "Karolinka" z Brześcia, (po kierownictwem Walentyny i Jana Trzeciaków), chór "Sybirak" z Lidy (kier. Danuta Cichonowicz) oraz zespół "Grodzieńskie Słowiki" z Grodna (kier. Alicja i Andrzej Binertowie, a także Aleksander Zwierowicz i Włodzimierz Zacharow z Grodna, którzy wystąpili w kościele Św. Wojciecha.

Uczestnikami koncertu galowego w tym roku byli lwowiacy: Zbigniew Kurtycz, piosenkarze wykonawca wielu przebojów lat 50-tych i 60-tych oraz Kazimierz Górski, trener piłkarski, honorowy prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wilno reprezentował Bernard Ładysz, śpiewak operowy światowej sławy, polski król basów, obdarzony nie tylko wyjątkowym głosem, ale też poczuciem humoru i talentem aktorskim.

Jak co roku widzowie byli świadkami wzruszającego spotkania Polaków z Kresów z rodakami z Polski. Amfiteatr niemal pękał w szwach. Widzowie bawili się świetnie, a artyści byli szczęśliwi, że mogli do Polski przyjechać i pokazać owoce swojej rocznej pracy.

Festiwal tradycyjnie gościł twórców rękodzieła artystycznego oraz malarzy. Główny plac miasta zamienił się w miejsce prezentacji twórczości hafciarek, palmiarek i rzeźbiarzy. Amatorzy sztuk pięknych mogli obejrzeć interesujące wystawy plastyków, fotografików oraz oryginalne wyroby rękodzieła artystycznego.

Miłośnicy kultury kresowej obejrzeć mogli również barwny korowód wykonawców w strojach ludowych, zaproszonych gości i przedstawicieli społeczności mrągowskiej ulicami miasta, który z pewnością należy do tradycji festiwalu.

W niedzielę uczestnicy festiwalu wzięli udział we mszy św. w kościele św. Wojciecha. W ramach festiwalu odbyło się spotkanie ludzi pióra - w tym roku sześciu kresowych literatów: Leon Podlach z Białorusi, Irena Saszko i Krystyna Angielska z Ukrainy, Apolonia Skakowska, Aleksander Sokołowski i Aleksander Śnieżko z Litwy, dla których poezja stanowi część życia, zaprezentowało swoją twórczość w Centrum Kultury i Turystyki oraz podczas mszy św. w kościele Św. Wojciecha odprawionej przez ks. prałata Wiesława Świdzińskiego, proboszcza parafii, który jest wielkim miłośnikiem Kresów.

wg "Głosu znad Niemna"




2004-08-18
O wyjaśnienie losow ofiar zbrodni w Katyniu

Zdecydowanych działań władz polskich, w celu ostatecznego wyjaśnienie losów ofiar zbrodni katyńskiej domaga się w liście otwartym Federacja Rodzin Katyńskich. Federacja jest wielotysięczną organizacją krewnych ofiar zbrodni katyńskiej.

Adresatami listu otwartego są między innymi prezydent, premier, minister spraw zagranicznych i prezes IPN. Autorzy oczekują wyegzekwowania od strony rosyjskiej pełnych list z nazwiskami pomordowanych przez NKWD na mocy rozkazu Stalina 1940 r. Domagają się wskazania miejsc ukrycia ich szczątków i ich godnego pochówku. Spośród blisko 22 tysięcy ofiar mordu katyńskiego, dotąd nieznane są nazwiska ponad 7 tysięcy jeńców więzionych i zamordowanych na terenie obecnej Ukrainy i Białorusi.

W liście krewni ofiar wyrażają nadzieję, że zbrodnia katyńska "zostanie nazwana po imieniu i napietnowana, a jej sprawcy ujawnieni i osądzeni. Prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Włodzimierz Dusiewicz w wypowiedzi dla IAR wyjaśnił, że strona polska nie powinna domagać się szybkiego zakończenia śledztwa, prowadzonego w Rosji, lecz tego by przyniosło wyniki. Tymczasem podczas rozmów, przeprowadzonych w Moskwie na początku sierpnia przez prezesa IPN, strona rosyjska zapowiedziała, że chce zakończyć śledztwo w grudniu. Rosjanie poinformowali, że nie uznają mordu katyńskiego za zbrodnię ludobójstwa, która nie ulega przedawnieniu.

Rodziny katyńskie wyrażają w liście zaniepokojenie wynikami moskiewskich rozmów i obawy o wynik dochodzenia. "Wieloletni brak współpracy między prokuratorami Polski, Rosji, i Ukrainy owocuje dzisiaj stwierdzeniem, że mord na bezbronnych jeńcach wojennych jest przedawnioną zbrodnią pospolitą, a jej sprawcy nie zostaną potępieni o i osądzeni" - czytamy w liście otwartym do władz Rzeczypospolitej.

wg IAR




2004-08-18
Uroczystości na Wzgórzach Wuleckich

3 lipca 2004 r. odbyła się podniosła uroczystość na Wzgórzach Wuleckich. Oddano hołd i modlono się w intencji 25 polskich profesorów lwowskich uczelni aresztowanych przez gestapo i rozstrzelanych w lipcu 1941 roku. Przy poświęconym Im krzyżu zgromadzili się lwowscy Polacy, w tym grupa młodzieży. W ceremonii prowadzonej przez Eugeniusza Cydzika, wieloletniego opiekuna tego miejsca pamięci, udział wzięli: prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie Emilia Chmielowa, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Emil Legowicz oraz przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Polskimi Grobami Wojskowymi we Lwowie. Przybyli także ambasador RP w Kijowie Marek Ziółkowski oraz konsul generalny RP we Lwowie Wiesław Osuchowski. W wystąpieniach podkreślano niewyobrażalne dla normalnego człowieka barbarzyństwo hitlerowskiej machiny śmierci i to, że w miejscu tragedii, która dotknęła całą naukę polską, stoi tak bardzo skromny pomnik. Przypomniano także, co wydarzyło się na Wzgórzach Wuleckich przed 63 laty.

Zgodnie z wytycznymi najwyższych władz Trzeciej Rzeszy i samego Hitlera, że wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji należy zgładzić, wkrótce po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, 6 listopada 1939 r. w ramach Sonderaktion Krakau aresztowano blisko dwustu pracowników naukowych, w tym profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych krakowskich szkół wyższych. Wybitni uczeni, znani w całej Europie, zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, gdzie wielu z nich zmarło. Nie oszczędzono także profesorów lwowskich uczelni, których - aby uniknąć, wedle słów Hansa Franka nieprzyjemnych kłopotów - zgładzono na miejscu, niemal w centrum miasta.

Lwów został zajęty przez wojska niemieckie 30 czerwca 1941 r. Następnego dnia do miasta wszedł specjalny oddział, tzw. Einsatzkommando, dysponujące imiennymi listami proskrypcyjnymi przedstawicieli polskiej inteligencji. Już 2 lipca został aresztowany Kazimierz Bartel, 59-letni profesor Politechniki Lwowskiej, matematyk, senator i trzykrotny premier II Rzeczypospolitej.

Dzień później uwięziono 11 wykładowców Uniwersytetu Jana Kazimierza, w większości profesorów medycyny, m.in.: Antoniego Cieszyńskiego, Henryka Hilarowicza, Tadeusza Ostrowskiego, Włodzimierza Sieradzkiego oraz 7 profesorów Politechniki Lwowskiej, wśród nich Stanisława Pilata - technologa nafty, Włodzimierza Stożka - matematyka i Romana Witkiewicza - mechanika. Aresztowania objęły również członków rodzin oraz osoby, które w chwili zatrzymania znajdowały się w domach uczonych, w tym mężczyzn powyżej 18 roku życia. Z mieszkania prawnika Romana Longchamps de Berier, wywodzącego się z zasłużonej rodziny lwowskiej francuskiego pochodzenia, zabrano również trzech jego dorosłych synów. Razem z internistą prof. Janem Grekiem aresztowano jego żonę Marię oraz szwagra, Tadeusza Boya-Żeleńskiego - lekarza-pediatrę, ale przede wszystkim znakomitego tłumacza literatury francuskiej, pisarza i publicystę, wówczas wykładowcę w Katedrze Historii Literatury Francuskiej na Uniwersytecie Lwowskim. Mordów dokonywali żołnierze ukraińscy z batalionu "Nachtigall" oraz Niemcy.

Wraz z profesorami aresztowano i rozstrzelano 4 lipca o świcie ks. Władysława Komornickiego, nauczycielkę angielskiego Katarzynę Demko i kilka innych przypadkowych osób. Tydzień później zabrano jeszcze dwóch profesorów Akademii Handlu Zagranicznego: Henryka Korowicza i Stanisława Ruziewicza, których zamordowano 12 lipca. Jako ostatni, w nocy z 25 na 26 lipca, na osobisty rozkaz Himmlera, został rozstrzelany prof. dr Kazimierz Bartel, przetrzymywany w więzieniu przy ul. Łąckiego. Łącznie w ramach tej akcji likwidacyjnej zginęło 45 osób. Gestapowcy wkraczali do mieszkań 3 lipca późnym wieczorem, byli brutalni i ordynarni, plądrowali mieszkania, rabowali co cenniejsze przedmioty. Po wyprowadzeniu mężczyzn, do kilku domów wrócili, by zabrać także kobiety. Dzięki relacji Franciszka Groëra, jedynego ocalałego spośród aresztowanych profesorów wiadomo, co działo się dalej: Zawieziono nas do bursy Abrahamowiczów. Samochód wjechał na podwórze: brutalnie popychając wtłoczono nas do budynku i ustawiono w korytarzu twarzą do ściany. Było tam już wielu profesorów. Głowy kazali nam opuścić w dół. Jeśli ktoś się poruszył, uderzali go kolbą albo pięścią w głowę. Była może 4 rano, kiedy z budynku wyprowadzono grupę ok. 15-20 profesorów. Na czele pochodu czterech niosło krwawiącego trupa młodego Ruffa. Nieśli go profesorowie Nowicki, Pilat, Ostrowski i zdaje się Stożek. Zaraz za nimi podążał Witkiewicz. Gdy ten pochód wyszedł przez bramę na ul. Abramowiczów i zniknął mi z oczu gestapowcy zmusili panią Ostrowską, a może Grekową i Ruffową by zmyły krew ze schodów. Minęło około 20 minut, kiedy usłyszałem strzały dochodzące gdzieś od Wzgórz Wuleckich... Mordu dokonano w kotlinie stromego wzgórza. Pluton egzekucyjny ustawiał ofiary czwórkami przodem do wcześniej wykopanego dołu. Po ustaniu ostatniej salwy jamę zakopano. Jednak nawet zwłoki nie zaznały spokoju. W październiku 1943 r. w ramach zacierania śladów swoich zbrodni hitlerowcy polecili grupie Żydów z karnej brygady śmierci wydobyć ciała, załadować je na specjalny samochód-lodownię i wywieźć do Lasu Krzywczyckiego na obrzeżach miasta, gdzie je spalono, a prochy rozsiano po lesie.

W Trzeciej Rzeszy sprawa likwidacji profesorów lwowskich była objęta ścisłą tajemnicą państwową. Rodziny nie znały losu swoich bliskich, utrzymywano je w przeświadczeniu, że aresztowani żyją. Pogłoski o rozstrzelaniu wydawały się niepewne. Nie mając formalnego stwierdzenia chcę się łudzić, że może wiadomości te są nieprawdziwe, że może gdzieś w jednym z upiornych obozów, likwidujących naszą elitę kulturalną - Pilat od trzech lat trwa i może przetrwa. Słabe są te nici nadziei, ale nie jestem w stanie ich potargać - napisano w 1945 r. ("Straty Kultury Polskiej", Glasgow 1945).

Po wojnie okrutną zbrodnią popełnioną na profesorach lwowskich zajmował się Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze. W 1959 r. wszczęła śledztwo Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Napotykało ono na ogromne problemy, brakowało dokumentacji, trudno było dotrzeć do nielicznych żyjących świadków. W tej sprawie równolegle toczyły się też śledztwa w NRD i RFN. W 1966 r. prokuratura w Hamburgu umorzyła postępowanie, uznając, że winni popełnienia zbrodni bądź nie żyją, bądź są nieosiągalni dla wymiaru sprawiedliwości. Główna Komisja w Polsce, której udało się w przybliżeniu ustalić przebieg wydarzeń we Lwowie i częściowo jej sprawców, zawiesiła swoje śledztwo, licząc, że być może z czasem zostaną ujawnione jakieś nowe okoliczności lub osoby związane ze zbrodnią. Ponad rok temu sprawa została ponownie podjęta przez rzeszowski oddział IPN. Wiele dla upowszechnienia tragicznej prawdy zrobili bratanek Boya-Żeleńskiego, Władysław Żeleński, mieszkający we Francji oraz inż. Zbigniew Pręgowski ze Szwajcarii. Mimo tych wszystkich działań, żaden ze sprawców mordu nie poniósł odpowiedzialności za tę zbrodnię.

Dzięki ponad 40-letniej pracy jednej osoby - prof. Zygmunta Alberta, który dopiero w 1989 r. mógł opublikować swoją książkę "Kaźń profesorów lwowskich", zawierającą materiały, relacje, dokumenty i biogramy uczonych - o wydarzeniach w lipcu 1941 r. we Lwowie wiadomo stosunkowo dużo.

Pamięć o lwowskich profesorach szczególnie obecna jest we Wrocławiu, gdzie po wojnie zamieszkało wielu Lwowian. W 1964 r. stanął tam pomnik ku czci zamordowanych - dzieło artysty rzeźbiarza Borysa Michałowskiego, w 1981 r. uzupełniony o tablicę z nazwiskami. Płyty pamiątkowe są także w gmachach Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu we Wrocławiu, a także w kościele OO. Franciszkanów w Krakowie, gdzie jest oddzielne epitafium poświęcone prof. Bartlowi.

W samym Lwowie, w dawnej bursie Abrahamowiczów wisi tablica poświęcona znanym działaczom nauki, a w muzealnej sali Collegium Anathomicum eksponowana jest płaskorzeźba przedstawiająca 11 rozstrzelanych profesorów medycyny. W miejscu egzekucji w latach 70. zaczął powstawać monument według projektu prof. Emanuela Myśko, jednak niedokończony pomnik rozebrano, pozostały jedynie fragmenty fundamentów. W 1992 r. Polacy ze Lwowa umieścili tam brzozowy krzyż. W tym samym roku Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ufundowała tablicę z brązu, która została wmurowana w Katedrze Lwowskiej (odsłonięcie nastąpiło 27 września 1992 r.). Rok później Polskie Towarzystwo Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie wzniosło na Wzgórzach Wuleckich metalowy krzyż na betonowym cokole jako tymczasowe upamiętnienie do czasu postawienia właściwego pomnika. Upamiętnienie to nie miało trwałej tablicy, parę lat przymocowany był do niego kawałek tektury z napisem: W tym miejscu 4 lipca 1941 r. hitlerowscy oprawcy rozstrzelali polskich profesorów lwowskich uczelni i członków ich rodzin, u dołu zaś pozostawiono pustą wnękę na listę nazwisk pomordowanych. W ostatnich latach w obu polach pojawiły się granitowe tablice z napisem ogólnym i spisem nazwisk profesorów w językach polskim i ukraińskim.

Wieloletnie starania strony polskiej o upamiętnienie odpowiednim monumentem 45 Polaków zamordowanych w lipcu 1941 r. na Wzgórzach Wuleckich - jak dotąd - nie zostały uwieńczone powodzeniem. Problemem jest nie tyle sama idea wzniesienia pomnika, co kwestia napisu. Ukraińskie władze miejskie kwestionują polskie pochodzenie rozstrzelanych naukowców, nie godzą się na umieszczenie tablicy ze spisem nazwisk w języku polskim i chcą wznieść swoje upamiętnienie. Nie tak dawno wmurowany został kamień węgielny pod pomnik ku czci Ludzi lwowskiej nauki, którzy zginęli z rąk stalinowskich lub hitlerowskich zbrodniarzy.

O mordzie dokonanym na profesorach lwowskich pamiętają Polacy - dawni i obecni mieszkańcy miasta. Co roku, w pierwszych dniach lipca na Wzgórzach Wuleckich zapalają znicze, składają kwiaty i modlą się za dusze tych, którzy okazali się szczególnie niebezpieczni dla hitlerowskiej Rzeszy, którym życie odebrano tylko dlatego, że byli polskimi uczonymi i którym odmówiono prawa do godnego pogrzebu i mogiły

wg Wspólnoty Polskiej




2004-08-17
Rocznica "Cudu nad Wisłą" uczczona w Wilnie

Polacy z Wileńszczyzny uczcili 84. rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami w bitwie warszawskiej i święto Wojska Polskiego. Główne uroczystości odbyły się 15 sierpnia w nekropolii na wileńskiej Rossie. Przy mogile serca Józefa Piłsudskiego i prochów jego matki wartę honorową zaciągnęli żołnierze Armii Krajowej oraz druchny i druchowie ze Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie. Przy wtórze werbli, wieńce i kwiaty złożyli polscy dyplomaci i przedstawiciele rodaków z Wileńszczyzny. Odśpiewano pieśni legionowe.

Następnie na pobliskiej Nowej Rossie uczczono pamięć pochowanych tam żołnierzy polskich i litewskich poległych w bratobójczych walkach w Wileńszczyźnie na początku lat 20-tych. W tej części uroczystości uczestniczył wiceminister obrony Litwy wraz z przedstawicielami ambasady Polski na Litwie. Litewskie wojsko wystawiło asystę honorową. 15 sierpnia czterech kombatantów z Klubu Polskich Weteranów Wojny na Litwie otrzymało nominację na pierwsze stopnie oficerskie.

wg IAR


Warning: main() [function.main]: open_basedir restriction in effect. File(/usr/local/lib/php/90/w.txt) is not within the allowed path(s): (/home/htdocs/web163/) in /home/htdocs/web163/html/wiad/04/wiad1.php3 on line 31

Warning: main(90/w.txt) [function.main]: failed to open stream: Operation not permitted in /home/htdocs/web163/html/wiad/04/wiad1.php3 on line 31

Warning: main() [function.include]: Failed opening '90/w.txt' for inclusion (include_path='.:/usr/local/lib/php:/usr/local/lib/php/Smarty') in /home/htdocs/web163/html/wiad/04/wiad1.php3 on line 31



2004-08-17
Ochrona polskiej spuścizny na Kresach

"Nasz Dziennik" dokonuje podsumowania stosunków Polski z sąsiadami na Wschodzie i oceny stanu ochrony polskiej spuścizny na dawnych Kresach: 'Od lat bolesnym probierzem stosunków polsko-ukraińskich pozostaje kwestia cmentarza Orląt Lwowskich, którego uroczyste otwarcie w 2002 r. uniemożliwiła strona ukraińska. (...) Od tamtego czasu w sprawie cmentarza Orląt nic się nie zmieniło. Od 2 lat nie udało się także zwołać posiedzenia polsko-ukraińskiej komisji ds. ochrony i zwrotu dóbr kultury utraconych i bezprawnie przemieszczonych podczas II wojny światowej. Utworzone za polskie pieniądze Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, mimo że wyremontowane, wciąż nie może doczekać się inauguracji. Wszystko to w trakcie obchodów na Ukrainie tzw. Roku Polski.

W dyskusjach o ochronie dziedzictwa polskiego na dawnych Kresach jak bolesny wyrzut sumienia powraca sprawa cmentarza Orląt Lwowskich. Uroczyste otwarcie nekropolii miało nastąpić 21 maja 2002 r., ale 16 maja tego roku zdominowana przez nacjonalistów rada miejska Lwowa nie zgodziła się na umieszczenie na cmentarzu polskiego napisu: "Nieznanym żołnierzom bohatersko poległym w walce o Polskę". Ukraińcy zakwestionowali określenie "bohatersko". Nie akceptują także pomników amerykańskich lotników i francuskich piechurów, którzy wraz z Polakami polegli podczas walk o Lwów.

Od 2002 r. kwestia cmentarza Orląt Lwowskich jest wciąż tematem rozmów polsko-ukraińskich. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, mimo bogatego kalendarium kontaktów polsko-ukraińskich w latach 2002-2004, które przedstawiło "Naszemu Dziennikowi", nie potrafiło wskazać wyników rozmów w sprawie cmentarza Orląt.

Od 2002 r. spór dotyczy wciąż tych samych elementów - napisu na cmentarzu upamiętniającego obrońców Lwowa i pomników amerykańskich lotników i francuskich piechurów - potwierdza Janusz Wasylkowski z Instytutu Lwowskiego w Warszawie. Na cmentarzu Orląt spoczywają głównie polscy studenci i uczniowie, którzy zginęli w walkach o Lwów z Ukraińcami w latach 1918-1919. W czasach sowieckich po cmentarzu starano się zatrzeć wszelki ślad. W latach 60. minionego stulecia zamieniono go w wysypisko śmieci oraz próbowano zniszczyć czołgami i spychaczami.

Sprawa cmentarza obrońców Lwowa ma wyjątkową rangę i znaczenie, wpisuje się jednak w szerszy kontekst stanu i możliwości ochrony polskiego dziedzictwa na Wschodzie. (...) W 1997 r. strona polska złożyła Ukrainie osiem wniosków rewindykacyjnych, które dotyczyły dzieł sztuki i zabytków dawnych zbiorów lwowskich, m.in.: Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, zbiorów Bolesława Orzechowicza, księgozbioru Witolda ks. Czartoryskiego, regaliów i pamiątek ze zbiorów Władysława Łozińskiego, pamiątek narodowych z dawnego Muzeum Narodowego im. Jana III Sobieskiego, kolekcji Adama Smolińskiego.

Kolejne dwa posiedzenia komisji polsko-ukraińskiej w latach 1999 i 2001 nie przyniosły postępu w negocjacjach. - Jeśli w Roku Polski na Ukrainie, w roku, który miał na celu promocję naszej kultury i ocieplanie dwustronnych stosunków, mimo wysiłków nie możemy doprowadzić do posiedzenia polsko-ukraińskiej komisji rządowej, to jest to sygnał do niepokoju i to musi być przeanalizowane - zaznacza poseł Tadeusz Samborski (PSL), przewodniczący Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie". Poseł zarzucił resortowi kultury, że ministerialne sprawozdanie jest zbyt ogólnikowe, koncentruje się na rzekomych sukcesach, a nie odnosi się do problemów we wzajemnych stosunkach z państwami byłego ZSRS. - Jeśli mamy takie dobre stosunki, jak to się dzieje, że znikają polskie napisy, tablice pamiątkowe na Litwie czy Ukrainie? Nasze napisy są lituanizowane i ukrainizowane, historyczne polskie nazwy ulic - usuwane.

Przypomnijmy przypadek ulicy Długiej w Tarnopolu, która miała dwustuletnią tradycję, a kilka tygodni temu została zamieniona na ulicę... Dywizji SS Galizien. To jest element przewartościowań dziedzictwa kulturowego. To nie jest wewnętrzna sprawa Ukrainy, lecz kwestia na styku polsko-ukraińskich ocen przeszłości i wartości uniwersalnych, które są ponadnarodowe. Jeśli mówimy o próbie ochrony zabytków, nie można pomijać tej kwestii - wskazuje Samborski.

Ministerstwo Kultury do sukcesów na niwie ochrony polskiego dziedzictwa na Wschodzie zalicza utworzenie Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu. Prace przygotowawcze, konserwatorskie i remontowe dworku rodziny Słowackich finansowała strona polska, a nadzór inwestorski prowadziło Stowarzyszenie "Wspólnota Polska". W maju 2002 r. dokonano odbioru końcowego inwestycji i formalnie przekazano wyremontowany dworek przedstawicielom władz ukraińskich. Muzeum dotychczas nie zostało jednak otwarte. Powód? Jak poinformował resort kultury, trwa ustalanie zapisów dokumentu regulującego kwestie organizacji i funkcjonowania przyszłego muzeum. Podpisanie tego dokumentu przez stronę polską i ukraińską ma nastąpić podczas uroczystości otwarcia placówki, którego daty do dziś nie ustalono. - Muzeum jest gotowe, wyposażone przez stronę polską w eksponaty, dlaczego nie można porozumieć się co do daty otwarcia? Czym jest Rok Polski na Ukrainie bez otwarcia Muzeum Juliusza Słowackiego? Takie rzeczy można załatwić. Coś złego jest na styku naszej aktywności na Ukrainie - twierdzą posłowie.

Niepokój parlamentarzystów podziela prof. Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", w ramach którego działa Ośrodek ds. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego poza Granicami Kraju. Celem, jaki stawia sobie placówka, jest m.in. ratowanie rodzimego dziedzictwa narodowego pozostającego poza krajem, zwłaszcza na dawnych wschodnich Kresach Rzeczypospolitej. - Dobiegają nas sygnały, że zbiory Ossolineum nie są w zbyt dobrym stanie. Szczególnie jeśli chodzi o czasopisma - zauważa prof. Stelmachowski, który wyraził także ubolewanie z powodu sytuacji w Krzemieńcu. Szczególne obawy "Wspólnoty Polskiej" budzą działania miejscowych władz na Ukrainie, Litwie czy Białorusi. - Ponawiane są propozycje utworzenia w Kirowogradzie muzeum Karola Szymanowskiego. Ale czy w ogóle są jakieś eksponaty, czy władzom zależy tylko, by odnowić budynek? - pyta prof. Stelmachowski.

Jako skandal określa się sytuację w Podhorcach na Podolu. Inwestujemy tam w historyczny polski budynek, w którym mieści się obecnie filia Galerii Miejskiej. Tymczasem Muzeum Wojska Polskiego, które chce wypożyczyć obraz od tej galerii, musi zapłacić za to 30 tysięcy USD. Nie może być tak, że z naszych inwestycji, czynionych na Wschodzie, z których korzystają także tamte państwa, nic dla naszych relacji nie wynika - oburzają się opozycyjni posłowie należący do sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

Opozycja krytykuje również Instytuty Polskie w Kijowie i w Wilnie, zajmujące się nowinkami sztuki nowoczesnej, zamiast sięgać do narodowej tradycji, tak ważnej dla Polaków zamieszkujących dawne Kresy Rzeczypospolitej.'

wg "Naszego Dziennika"




2004-08-06
Czesław Okińczyc - doradcą prezydenta Litwy

Prezydent Litwy Valdas Adamkus podpisał rozporządzenie, na mocy którego mianował pięciu działaczy społecznych na stanowiska swoich doradców społecznych.

Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy, prezes "Radia Znad Wilii" Czesław Okińczyc będzie doradzał prezydentowi w kwestiach stosunków z Polską, tak jako czynił również za pierwszej kadencji prezydenta Adamkusa.

wg "Znad Wilii"




2004-06-08
Albo komuniści, albo Polacy

Instytut Pamięci Narodowej, na prośbę Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych wydał opinię, że formacji komunistycznych: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej nie można uznać za część Polskich Sił Zbrojnych.

Koniec z nazywaniem AL i GL żołnierzami polskimi - uważają kombatanci z AK. - To tak, jakby ktoś wcielony do Wehrmachtu ubiegał się o status polskiego żołnierza - porównują. - Oni walczyli przeciwko nam - nie szczędzą ostrych słów,

Mamy teoretyczną podstawę do rewizji historii - mówił Jerzy Bukowski, przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. - Mam wrażenie, że jest to początek potwierdzenia prawdy dziejowej - dodaje.

Stowarzyszenia i związki żołnierzy Armii Krajowej z opinii IPN wnioskują, że żołnierze AL i GL powinni automatycznie utracić polskie uprawnienia kombatanckie.

IPN wyraźnie stwierdził, że AL nie może być uznana za armię polską - potwierdza z przekonaniem Jerzy Mikołajewski z Polskiego Związku Więźniów Komunizmu.

wg "Wirtualnej Polonii"




2004-08-06
60 rocznica "Burzy" - wystawa w Krakowie

Podkreślenie woli walki z Niemcami pomimo niekorzystnego stosunku sił, a także zamanifestowanie suwerenności Rzeczypospolitej na Kresach Wschodnich, uważanych przez Sowietów za część ZSRS - to cele akcji "Burza" przeprowadzonej przed 60 laty przez AK. Tamtym wydarzeniom poświęcona jest otwarta w Krakowie wystawa "Burza. Armia Krajowa w 1944 roku".

- Przez całe lata akcja w ogóle nie istniała w oficjalnych przekazach. Później, od lat 60., kiedy mówiło się o niej, utożsamiano ją z Powstaniem Warszawskim. Tymczasem decyzja o przeprowadzeniu akcji zapadła po rezygnacji z planów powszechnego powstania. "Burza" to strefowe powstanie przesuwające się wraz z frontem ze wschodu na zachód - powiedział nam Teodor Gąsiorowski z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, komisarz wystawy.

"Burza" realizowała niektóre elementy idei powstania powszechnego, takie jak plan odtworzenia pułków i dywizji piechoty oraz pułków i brygad kawalerii istniejących w Wojsku Polskim jeszcze przed wybuchem II wojny światowej.

Kiedy 4 stycznia 1944 roku spełniły się obawy, że pierwszymi "wyzwolicielami" naszej Ojczyzny będą żołnierze Armii Czerwonej, komendant okręgu Wołyń AK płk Kazimierz Bąbiński ps. "Luboń" 15 stycznia 1944 roku wydał rozkaz rozpoczęcia "Burzy". Celem największego i najważniejszego przedsięwzięcia militarnego i politycznego Polskiego Państwa Podziemnego było przejęcie władzy na terenach opuszczanych przez Niemców i niedopuszczenie do niej komunistów.

Zadaniem wystawy jest dopełnienie obrazu wysiłku wszystkich osób związanych z ugrupowaniami patriotyczno-niepodległościowymi. Ekspozycja kładzie jednak nacisk na wydarzenia i postacie związane z Małopolską. Często są one po raz pierwszy prezentowane publicznie - tak jest m.in. w przypadku materiałów z wileńskich brygad AK.

Wystawa składa się z kilku bloków tematycznych. Począwszy od przygotowań do "Burzy", poprzez ukazanie oddziałów AK na Wołyniu i przebiegu powstania lwowskiego, aż po przejście oddziałów wołyńskich i lwowskich w rejony Rzeszowa, Krosna i Dębicy. Wystawa dokumentuje także Powstanie Warszawskie, przygotowania do powstania w Krakowie oraz ukazuje tzw. republiki partyzanckie w Miechowie, Myślenicach i Gorcach. Ekspozycja powstała dzięki współpracy ze środowiskami kombatanckimi. Większość prezentowanych zdjęć i dokumentów pochodzi właśnie z ich prywatnych zbiorów. Mundury i broń wypożyczyło krakowskie Muzeum Armii Krajowej.

Wystawę w krakowskim Pałacu Sztuki można oglądać codziennie do 2 października w godzinach 8.15-18.00.

wg "Naszego Dziennika"




2004-08-06
Historia pisana na nowo - krótka pamięć futbolowych działaczy

14 lipca 1894 r. we Lwowie (podczas II Zlotu Sokolstwa Polskiego) odbył się pierwszy na ziemiach polskich pokazowy mecz piłki nożnej. Trwał zaledwie 6 minut, do czasu uzyskania bramki przez lwowskiego studenta Włodzimierza Chomickiego, a przeciwnikiem lwowskich Sokołów była drużyna krakowska.

Z tej okazji w dniach 10-11 lipca br. we Lwowie uroczyste obchody "110-lecia ukraińskiego futbolu". Prezydent Ukrainy Leonid Kuczmy powiedział: "Nasz futbol jest starszy niż rosyjski, jest także prawie rówieśnikiem futbolu włoskiego i brazylijskiego. Trzeba głośno o tym mówić - niech wszyscy wiedzą, że Ukraina ma wielkie tradycje sportowe i piłkarskie. Przeszło 100 lat naszego piłkarstwa świadczy o tym". Na obchody Ukraińcy zaprosili reprezentację Polski U-21 i drużynę Polonii Warszawa.

Pojawiły się liczne ukraińskie opracowania dotyczące tego wydarzenia, pomijające fakt, że choć mecz odbył się we Lwowie, obecnie należącym do Ukrainy, w żadnej z drużyn nie grał ani jeden Ukrainiec, a mecz zorganizowali Polacy i tylko oni brali w nim udział.

W "Futbolowym atlasie Ukrainy" można przeczytać karkołomne tłumaczenie informacji zaczerpniętej z wydawnictwa "Lexikon Fussball", gdzie pod datą 1894 r. napisano: "Erster fussballspiel in Polen!". Historycy ukraińscy "sprostowali" tę informację twierdząc, że Polski wtedy nie było, a mecz odbył się we Lwowie. Jednak nie było wtedy na mapach także Ukrainy, a Lwów należał do Austro-Wegier.

Także w ubiegłym roku PZPN nie zauważył 100. rocznicy powstania pierwszego polskiego klubu piłkarskiego Pogoni Lwów. Warto przypomnieć że obok Pogoni Lwów najstarszymi polskimi klubami piłkarskimi są powstałe (1903-05) kluby Czarni Lwów i żydowska Hasmonea Lwów (grająca w polskiej lidze).

Za ojca polskiego piłkarstwa uważa się prof. dr Eugeniusza Piaseckiego, nauczyciela gimnazjalnego ze Lwowa. Rozpoczął on ćwiczenia z piłką, w których brała udział uczniowie 4. Gimnazjum we Lwowie (1899 roku).

Powszechnie za pierwszą federację polskich klubów piłkarskich uważa się Związek Polskiej Piłki Nożnej (ZPPN), który powstał 25 czerwca 1911 roku we Lwowie.

Pamięć Polskiego Związku Piłki Nożnej jest jednak krótsza. Swoją historię na stronach internetowych wywodzi konsekwentnie od 1919 roku (http://www.pzpn.pl/pzpn/7/index.htm).

wg Wirtualnej Polonii




2004-08-03
Na patniczym szlaku do Ostrej Bramy

Już od kilkunastu lat do Matki Bożej Ostrobramskiej przybywają piesze pielgrzymki. Wilnianie w okresie letnim czterokrotnie podejmują pielgrzymów. W połowie lipca do Ostrej Bramy przybywają pątnicy z Ejszyszek, Kętrzyna, Suwałk, natomiast 26 sierpnia przybywa pielgrzymka z Białegostoku. Najwięcej, bo około 2 tysięcy pątników liczy pielgrzymka suwalska. 15 lipca do Ostrej Bramy przybyli uczestnicy pielgrzymki ejszyskiej oraz kilka godzin później, warmińskiej.

Hasłem przewodnim Pielgrzymki Miłosierdzia 'Ejszyszki - Ostra Brama' były słowa psalmu "Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste". W przeciągu czterech dni pieszych rekolekcji do Wilna wędrowało około 180 osób, które tego roku utworzyły jedną biało-żółtą grupę. Piesze wędrowanie do miejsc świętych, to przede wszystkim rekolekcje w duchu modlitwy i pokuty, to ofiarowanie trudu i wysiłku w intencjach, które każdy pielgrzym niesie w swoim sercu.

Rok bieżący w Kościele na Litwie jest jubileuszowy z okazji 400-lecia kanonizacji św. Kazimierza. Księża diakoni - organizatorzy pielgrzymki - Andrzej Bogdziewicz i Rusłan Wilkiel wspólnie z młodzieżą postanowili, aby żywot tego świętego, patrona młodzieży, rozważać podczas tegorocznej modlitewnej wędrówki. Z katechezami do pielgrzymów dojeżdżali księża Wojciech Górlicki i Zdzisław Bochniak. Pątnicy rozważali takie cechy św. Kazimierza, jak czystość, świętość, pomoc ubogim. Wieczorami w miejscowościach, gdzie zaplanowany był nocleg, pielgrzymujący spotykali się w kościele na nabożeństwach, by "wszystkie dzienne sprawy" powierzyć Stwórcy. Na co dzień z posługą sakramentów pokuty i eucharystii towarzyszył pielgrzymom ks. Tadeusz Szwedowicz, na wspólne modlitwy dojeżdżał także ks. Józef Aszkiełowicz.

15 lipca na uliczce przed Ostrą Bramą promieniujący radością pątnicy uwieńczyli swe czterodniowe pielgrzymowanie uroczystą Mszą św. Dzieląc się wrażeniami z minionej pielgrzymki, wszyscy zgodnie twierdzili, że wszystko na drodze pątniczej było piękne: katechezy, modlitwy, pogoda. Według słów ks. dk. Andrzeja Bogdziewicza, pątnicy podczas wędrówki zetknęli się z wielką serdecznością mieszkańców Wileńszczyzny, którzy wychodzili na spotkania pielgrzymów, by wspólnie się pomodlić oraz poczęstować napojem bądź kanapkami.

Kilka godzin po pielgrzymce z Ejszyszek przybyło ponad 380 pątników z pielgrzymką warmińską, która już po raz 14 pielgrzymuje, by oddać hołd Ostrobramskiej Pani. Podczas 9 dni marszu pokonano 350 km. W darze dla sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia pątnicy z Warmii złożyli ornat. Pielgrzymi podczas Mszy św. w Ostrej Bramie modlili się przede wszystkim o to, by łaska, jaką otrzymali podczas pielgrzymowania, przemieniała ich dalsze życie. Przy maryjnej kaplicy pielgrzymów spotykał ks. Edwardas Rydzikas, na wspólną modlitwę przybyli także wilnianie, którzy po nabożeństwie zaprosili pielgrzymów na noclegi.

Organizator pielgrzymki ks. dr Jan Szymko stwierdził, że piegrzymka ta jest pielgrzymką rodzinną. Wśród jej uczestników było wiele rodzin, wędrujących nawet z małymi dziećmi. Najmłodszy uczestnik pielgrzymki miał 5 lat. Pani Marianna Zawierucha (78 lat) z Włodawy już po raz 12 wędruje w pieszej pielgrzymce, w tym czwarty - do Ostrej Bramy. Jedyną niedogodnością, jak stwierdziła, są obolałe nogi po kilkunastodniowym marszu. Radość z powodu pielgrzymowania towarzyszy nie tylko wędrującym. Cieszy się także miejscowa ludność, która przychodzi powitać pielgrzymów. Będących również dla nich wielkim świadectwem wiary, a radość, którą posiadają, emanuje także na tych, u których goszczą.

Przychodzący już po raz kolejny z warmińską pielgrzymką do Ostrej Bramy spostrzegają rosnącą z roku na rok serdeczność mieszkańców miejscowości odwiedzanych podczas drogi. Ewangeliczne słowa "Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi..." były w tym roku mottem przewodnim dla pątników. Religijno-pokutny charakter trwających już kilkanaście lat rekolekcji przyczynił się zapewne ku temu, że ci, których pielgrzymi spotykają, są coraz bardziej otwarci.

Pątnicy z Macierzy następnego dnia po przybyciu, 16 lipca, uczestniczyli we Mszy św. w katedrze. Około 400-osobowa grupa warmińskich pielgrzymów spotkała się także na modlitwie przed obrazem Jezusa Miłosiernego w kościele pw. Ducha Świętego. Obraz Miłosierdzia Bożego od lat obok sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej jest celem pieszych pielgrzymek z Polski. Po modlitwie w świątyni Ducha Świętego pielgrzymi udali się do Kalwarii Wileńskiej na nabożeństwo Drogi Krzyżowej.

Pątnicy z suwalskiej pielgrzymki 24 lipca przybyli przed Ostrą Bramę w Wilnie.

wg "Tygodnika Wileńszczyzny"




2004-08-02
60 rocznica operacji "Burza" we Lwowie

Minęła 60. rocznica walk o Lwów, jednak w odróżnieniu od Warszawy i Wilna nie odbyły się tam żadne uroczystości, upamiętniające ten fakt. Lwów to jedno z 3 największych polskich miast, o które walczyły z Niemcami wspólnie oddziały Armii Krajowej oraz armia sowiecka.

W operacji "Burza" na terenie Okręgu AK Lwów, żołnierze wzięli udział w ramach odtwarzanej Piątej Dywizji Piechoty AK "Dzieci Lwowskich" oraz 14 Pułku Ułanów AK. Podczas walk z Niemcami o Lwów polskie oddziały zdołały opanować cytadelę, Politechnikę Lwowską, rejon lotniska w Skniłowie, pocztę główną, ratusz, gazownię miejską, elektrownię, wodociągi.

Żołnierze AK byli owacyjnie witani. Ulice ozdobione biało-czerwonymi flagami. W walkach o Lwów wzięło udział około 3 tysięcy żołnierzy AK, a na terenie całego okręgu od 22 do 28 lipca 1944 roku około 7 tysięcy. 27 lipca po ostatecznym zajęciu miasta wojska sowieckie nakazały zdjęcie polskich flag (m.in. z budynku przy ul. Kochanowskiego gdzie mieściło się dowództwo AK, a także z ratusza), a generał Iwanow nakazał polskim dowódcom złożenie broni.

31 lipca 1944 wojskowe władze sowieckie zainscenizowały "odprawę" oficerów Armii Krajowej Okręgu Lwów, która również zakończyła się ich aresztowaniem dowódcy okręgu, gen. Władysława Filipkowskiego z całym sztabem. Operacja tą kierował generał NKWD Iwanow (prawdopodobnie Iwan A. Sierow, zastępca ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego NKGB ZSRR, który juz w 1940 r. kierował akcją deportacyjną z ziem wschodnich Polski. ) - wraz z gen. Gruszką, szefem NKWD 1 Frontu Ukraińskiego.

inf.wł




2004-08-02
Kresowianianie w Powstaniu Warszawskim - 60. rocznica

30 lipca podczas inauguracji obchodów na placu Powstańców Warszawy w obecności zgromadzonych tysięcy mieszkańcow Warszawy deklarację patriotyczną powstałą z inicjatywy Związku Harcerstwa Rzeczyspopolitej podpisali m.in. harcmistrz Janina Głowecka, Przewodnicząca Rady Polskich Drużyn Skautowych na Łotwie, harcmistrz Stefan Adamski Przewodniczący Harcerstwa Polskiego na Ukrainie, harcmistrz Adam Błaszkiewicz Przewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie, harcmistrz Antoni Chomczukow, Przewodniczący Harcerstwa Polskiego na Białorusi.

Mieszkańcy kresów Rzeczpospolitej wnieśli znaczący wkład w obronę powstańczej Warszawy. Dziesiątki żołnierzy z Kresów, którzy na skutek działań wojennych indywidualnie znaleźli się w stolicy wzięło udział w walkach. Byli wśród nich mi.in.

- gen. Tadeusz Komorowski "Bór" (1895-1966), Komendant Główny Armii Krajowej , a później Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, urodzony w Chorobowie pow. Brzeżany, syn Mieczysława, a mieszkający w Świrze w Tarnopolskim.

- ppłk Jan Mazurkiewicz "Radosław" współorganizator powstania w połowie września 1939 roku Tajnej Organizacji Wojskowej [TOW] w Stanisławowie, . od czerwca 1940 Komendant Główny TOW. Po scaleniu (1943) TOW z AK, zastępca dowódcy, a nastęopnie (1944) komendant Kierownictwa Dywersji [Kedyw] Komendy Głównej AK, dowódca zgrupowania w powstaniu warszawskim,

- płk Franciszek Niepokólczycki "Teodor" (1900-74) w 1919 roku komendant Okręgu Żytomierz Polskiej Organizacji Wojskowej [POW], szef (1940) Związku Odwetu [ZO] Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, od 1942 zastępca szefa kedywu KG AK, w Powstaniu Warszawskim szef Wydziału Saperów Oddziału III KG AK.

- major Bolesław Kontrym "Żmudzin" (1898-1953), urodzony w Zaturcach, pow. Łuck. Od 1925 jako kierownik ekspozytury Policji Państwowej w Baranowiczach, zastępca komendanta powiatowego w Szczuczynie, Nowogródku i Brześciu nad Bugiem w stopniu podkomisarza.
Internowany 19 IX po przekroczeniu granicy litewskiej i osadzony w obozie w Kołatowie pod Kowlem, w październiku zbiegł i przez Tallin i Rygę na statku "Estonia" przybył do Sztokholmu, a potem przez Bergen [Norwegia] i Wielką Brytanię dotarł do Francji.
Jako cichociemny zrzucony do kraju w nocy z 1/2.IX.1942, objął w grudniu dowodzenie III odcinkiem "Wachlarza". Obok por. Jana "Ponurego" Piwnika współorganizator akcji odbicia więźniów z więzienia w Pińsku [18.I.1943]. Po przekazaniu do Kedywu aktywów III odcinka "Wachlarza" komendantowi Okr. Brześć w lutym 1943, w następnym miesiącu został na krótko szefem Kedywu Okr. Brześć AK.
W Powstaniu Warszawskim dowódca 4. kompanii w zgrupowaniu AK mjr. "Bartkiewicza" [Włodzimierza Zawadzkiego], czterokrotnie ranny. Od 20 września 1944 dowódca III batalionu 36. pp Legii Akademickiej 28. Dywizji Piechoty AK. Aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (1948), wyrokiem sądu stalinowskiego skazany na karę śmierci i stracony (1953).

- kpt Eugeniusz Konopacki "Trzaska" (1906-54), urodzony w majątku Werba, pow. Włodzimierz Wołyński, uczeń gimnazjów w Żytomierzu, Chyrowie i w Kowlu, absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, w Powstaniu Warszawskim dowódca harcerskiego baonu "Wigry". Od 4 do 6 sierpnia 1944 szef sztabu zgrupowania "Paweł".

Krystyna Krahelska "Danuta"(1914-44) - urodzona w Mazurkach, powiat Baranowicze. Wychowywała się (1915) w Piotrowszczyźnie koło Mińska, od 1917 w Godlewszczyźnie [pow. Baranowicze]. Od 1921 w Łachwie na Polesiu, od 1923 w Mazurkach, od 1925 w Dęblinie, absolwentka gimnazjum w Brześciu nad Bugiem.
Pozowała Ludwice Nitschowej, autorce pomnika warszawskiej Syreny. W maju 1939 otrzymała dyplom magistra na UW na podstawie pracy "Monografia etnograficzna wsi Mazurki, powiat baranowicki, województwo nowogrodzkie".

Poległa w pierwszych dniach powstania, pośmiertnie odznaczona Krzyżem Walecznych. Autorka wierszy i piosenek napisal m.inb. (1943) "Hej, chłopcy, bagnet na broń" - najpopularniejszą piosenką żołnierską Polski Walczącej i Powstania Warszawskiego.

Znaczącą rolę odegrało przybyłe z Nowogrodzkiego zgrupowanie stołpecko-nalibockie Armii Krajowej pod dowództwem ppor. Adama Pilcha "Doliny".

Zgrupowanie wyruszyło 29 VI 1944 z rejonów Iwieńca i Stołpec. Liczyło wówczas blisko 1000 żołnierzy, z czego połowę stanowiła kawaleria. Po miesiącu marszu, przeprawie się przez Niemen, Szczorę, Narew, Bug i Wisłę pod Nowym Dworem, nocą 25/26.VII.1944 ppor. "Góra" przybył do Dziekanowa Polskiego w Puszczy Kampinoskiej i zameldował gotowość podporządkowania się kpt. "Szymonowi" [Józef Krzyczkowski], komendantowi VIII Rejonu "Łęgów" VII Obwodu "Obroża" Okręgu Warszawskiego AK.

Komenda Główna AK początkowo nie chciała mieć nic wspólnego z oddziałem, który atakowany w Nowogródzkiem przez sowiecką partyzantkę zawierał swoiste pakty o nieagresji z Niemcami. Ostatecznie wyrażono zgodę na wejście zgrupowania w skład oddziałów kampinoskich, dając ppor. "Górze" szansę rehabilitacji na polu walki. Oddział liczył wtedy około 860 dobrze, jak na warunki partyzanckie uzbrojonych żołnierzy.

W czasie Powstania Warszawskiego żołnierze Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK stanowili trzon Grupy "Kampinos". Już 30 i 31 lipca pod Aleksandrowem zadali Niemcom dotkliwe straty. W Powstaniu Warszawskim ppor. Pilch dowodził pułkiem AK "Palmiry-Młociny", który brał udział w starciach na północnych przedmieściach stolicy. Szczególnie duże straty oddział poniósł 2 sierpnia podczas ataku na lotnisko Bielany. 3 sierpnia 1944 zlikwidowali silne jednostki niemieckie pod Truskawką i pod Truskawiem, dzięki czemu Puszcza Kampinoska została oczyszczona z Niemców i 10 sierpnia mogła było przyjąć pierwsze zrzuty alianckie. 2 września w nocy, dowodzone przez ppor. "Dolinę" i mjr. "Okonia" dwa oddziały AK rozbiły rozmieszczone w Truskawiu pododdziały batalionu brygady RONA.

29 września 1944 dowodzona przez mjr. Alfonsa Kotowskiego "Okonia" Grupa "Kampinos" została okrążona pod Jaktorowem i całkowicie rozbita. Niemcy przeprowadzili zmasowany atak siłami ok. 5 tys. żołnierzy z udziałem jednostek pancernych batalionów dywizji "Hermann Göring" oraz dywizji SS-"Wiking" i SS-"Totenkopf".

Po klęsce jaktorowskiej ppor. "Dolina" przedarł się ze swoim oddziałem [około 80 koni] i w październiku dołączył do 25. pułku piechoty Armii Krajowej Ziemi Piotrkowsko-Opoczyńskiej Podokręgu Piotrków. Sprawę rzekomej kolaboracji ppor. "Góry" zamknął ostatecznie Dowódca Armii Krajowej gen. "Bór" Komorowski, nadając mu 28 wrzesnia 1944 dwukrotnie Krzyż Walecznych, a 1 października 1944 order Virtuti Militari V klasy.

wg http://wilk.wpk.p.lodz.pl/~whatfor/




2004-07-30
Nowe atrakcje turystyczne w Trokach

W okresie letnim w Trokach tysiące wycieczkowiczów zwiedzają nie tylko średniowieczny zamek. Niedawno na jeziorze Galwe zwodowano nową dużą łódź żaglową, która może pomieścić około 30 osób. Zbudowano ją w starym stylu i tradycjach. Niegdyś na Zatoce Kurońskiej z takiej łodzi korzystali rybacy.

Pomysł budowy tak oryginalnej łodzi żaglowej powstał w litewskiej instytucji publicznej "Baltu amatai", którą kieruje Robert Wołosewicz. Przeprowadzono wiele konsultacji, zanim rozpoczęto budowę. Po sporządzeniu projektu w ciągu trzech miesięcy w Rusne trwał pierwszy etap budowy łodzi. Później przewieziono ją do Trok. Na półwyspie zamkowym, na brzegu jeziora Galwe zakończono ostatni etap budowy. Wodowanie łodzi odbyło się w uroczystej atmosferze. Nowo zbudowana łódź żaglowa ma długość 12 metrów i waży około 6 ton.

Do budowy wykorzystano 150-letnie dęby z leśnictwa koszedarskiego. Piłowane z nich deski schły w ciągu 1,5 roku. Potrzebna też była specjalna smoła. Aby posiąść sekrety technologii, gdzie na wyspie Saarema w Estonii u mistrzów budowy podobnych łodzi pozyskamo wiele cennych informacji. Na półwyspie zamkowym w Trokach rozpoczęto także budowę kilku mniejszych łodzi na wzór przedstawionych na zdjęciach archiwalnych.

Ma tu powstać takze przystań i średniowieczna kuźnia, gdzie mistrzowie ludowi będą wykuwać różne metalowe elementy dekoracyjne i części do łodzi. Planuje się także otwarcie muzeum rybołówstwa. Nadbrzeże jeziora Galwe na półwyspie zamkowym stanie się więc nowym obiektem zwiedzania w Trokach.

wg "Tygodnika Wileńszczyzny"




2004-07-29
Zwrot w polityce zagranicznej Ukrainy

Decyzja prezydenta Leonida Kuczmy o zmianach w doktrynie obronnej Ukrainy i faktycznym zwrocie polityki tego kraju w kierunku Rosji wywołała protesty nie tylko w Polsce, lecz także wśród ukraińskiej opozycji. Niektórzy jej przedstawiciele domagają się nawet zamrożenia kont prezydenta za granicą. Przypieczętowaniem decyzji o zmianie priorytetów ukraińskich jest podpisanie z rosyjsko-brytyjską kompanią umowy na transport ropy z Brodów do Odessy.

Na konferencji prasowej Bloku Politycznego Julii Tymoszenko, jeden z przywódców ukraińskiej opozycji - Ołeksandr Turczynow oświadczył, że rezygnacja prezydenta Kuczmy z członkostwa Ukrainy w NATO i Unii Europejskiej jest bagatelizowaniem zobowiązań wobec tych struktur. Z zapowiedzi prezydenta Turczynow wysnuł też wniosek, że na Ukrainie nie będzie uczciwych wyborów prezydenckich. Postępowanie Kuczmy poparli jedynie komuniści.

Przypieczętowaniem związania się Ukrainy z Rosją jest zawarty we wtorek kontrakt naftowy. Przedstawiciele rosyjsko-brytyjskiej kompanii TNK-BP i ukraińskiej Ukrtransnafty podpisali w Kijowie 3-letnie porozumienie o przesyłaniu naftociągiem z Brodów do Odessy 9 milionów ton rosyjskiej ropy rocznie. Umowa nie wyklucza zmiany kierunku transportowania surowca w przyszłości. Ukrtransnafta, która jest właścicielem rurociągu, w myśl zawartego tego dnia innego porozumienia otrzyma od TNK-BP kredyt w wysokości 108 milionów USD na zakup technologicznej ropy w celu wstępnego napełnienia rurociągu. Został on oddany do użytku dwa lata temu, ale nie był dotychczas użytkowany. Ukrtransnafta nie wyklucza, że z czasem ropociąg będzie wykorzystywany zgodnie z pierwotnym założeniem, czyli w celu transportowania kaspijskiej ropy z morskiego terminalu przeładunkowego "Piwdennyj" koło Odessy do Brodów. Dalej ropa mogłaby płynąć w stronę Słowacji południową nitką rurociągu "Przyjaźń" - pod warunkiem rekonstrukcji naftociągu po stronie słowackiej - lub nowym rurociągiem do Płocka, jeśli taki zostanie zbudowany przez stronę polską. W trakcie poniedziałkowego spotkania biznesmenów z Ukrainy i Rosji w Jałcie strona ukraińska zapewniła, że napełnianie rurociągu rosyjską ropą rozpocznie się 1 sierpnia.

W ocenie analityków amerykańskiego ośrodka badawczego Stratfor, Ukraina podjęła decyzję o uruchomieniu naftociągu Odessa-Brody w odwrotnym kierunku niż pierwotnie zakładano pod presją Wielkiej Brytanii, Rosji i USA. Kijów ma jednak zyskać na tej decyzji finansowo. Waszyngton - według Stratforu - dotychczas opowiadał się za północnym szlakiem transportu ropy, którego docelowym punktem byłby Gdańsk, wychodząc z założenia, iż kaspijska ropa docierałaby na zachodnie rynki z pominięciem Rosji, ale zmienił swoje stanowisko pod wpływem dyplomatycznych zabiegów Londynu.

26 lipca w Kijowie opublikowano dekret prezydenta Leonida Kuczmy, zmieniający doktrynę wojskową Ukrainy. Dokonano niewielkiej, ale zasadniczej zmiany - z doktryny wykreślono dotychczasowy, strategiczny cel - wejście do Unii Europejskiej i NATO. Tego samego o "zachodniej agenturze", która próbuje przeszkodzić w integracji Ukrainy i Rosji, mówił w Jałcie Władimir Putin, który spotkał się tam z Kuczmą.

W nowej wersji doktryny wojskowej Ukrainy mówi się jedynie ogólnikowo o prowadzeniu przez Ukrainę polityki integracji europejskiej. Zdumiewający jest tryb ogłoszenia tej zmiany - w ponad tydzień po jej przyjęciu (dekret podpisany został 15 lipca) i trzy tygodnie po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, która formalnie podjęła decyzję w tej sprawie.

Doktryna wojskowa Ukrainy, podpisana przez prezydenta Leonida Kuczmę 17 czerwca tego roku, zakładała, że zasadniczym warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa kraju jest uzyskanie członkostwa w NATO i Unii Europejskiej. "Zakładając, że NATO i UE są gwarantami bezpieczeństwa i stabilności w Europie, Ukraina przygotowuje się do pełnoprawnego członkostwa w tych strukturach. Aktywizacja polityki skierowanej na integrację euroatlantycką, zorientowanej na członkostwo w NATO, jest najważniejszym priorytetem zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej polityki Ukrainy" - zapisano w dokumencie.

W nowej wersji, podpisanej przez prezydenta 15 lipca, po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, usunięto zapis o ostatecznym celu, jakim było uzyskanie członkostwa w NATO. Tekst poprawionej doktryny, opublikowanej na stronach internetowych administracji prezydenta Kuczmy, głosi teraz, że priorytety polityki to "warunki zabezpieczenia bezpieczeństwa obronnego Ukrainy - wzmocnienie zaufania między państwami, systematyczne zmniejszenie zagrożenia użycia siły wojskowej, kontynuacja polityki integracji euroatlantyckiej".

W Hadze 8 lipca Unia Europejska nie wyznaczyła Ukrainie nawet przybliżonej daty akcesji. Zamiast tego zaoferowała Europejską Politykę Sąsiedztwa i wysunęła żądanie przeprowadzenia uczciwych wyborów prezydenckich w październiku.

Sprawa integracji europejskiej może teraz stać się ważnym tematem kampanii wyborczej na Ukrainie. Siły proprezydenckie i komuniści będą dowodzić, że integracja nie ma szans lub w ogóle jest nie do przyjęcia, a opozycja wprost przeciwnie - składać na Kuczmę i jego otoczenie winę za "odwrócenie się od Europy".

Paweł Wołowski, Ośrodek Studiów Wschodnich w komentarzu dla "Rzeczypospolitej" powiedział m.in. "To bardzo istotna zmiana, która jest dowodem, jak bardzo nieprzewidywalna stała się polityka zagraniczna Ukrainy. Warto zwrócić uwagę, że poprzedni zapis w jej doktrynie obronnej był niesłychanie ostro krytykowany w Rosji - zarówno przez oficjalnych przedstawicieli rządu, jak i prasę wpadającą czasami w zupełnie dramatyczny ton, mówiącą, że Ukraina wiąże się z Zachodem i oddala od Rosji. Tym razem prezydent Kuczma, który każdemu chce powiedzieć to, czego rozmówca oczekuje, zrobił prezent prezydentowi Putinowi. Trzeba jednak pamiętać, że epoka Kuczmy się kończy i najważniejsze decyzje polityczne będą już podejmowane przez jego następcę."

wg "Rzeczypospolitej" i "Naszego Dziennika"




2004-07-29
Zagrożenie skarpy nadniemeńskiej w Grodnie

W najbliższym czasie w pobliżu najstarszego zabytku Grodna - XII-wiecznej cerkwi św. Borysa i Gleba na Kołoży rozpoczną się prace mające na celu wzmocnienie skarpy nadniemeńskiej. W kwietniu 1853 roku zawaliły się południowa i zachodnia ściany cerkwi. Dopiero pod koniec XIX w. brzeg Niemna został wzmocniony, postawiono drewnianą ścianę i uzupełniono dach. W II Rzeczypospolitej (1934) roku w ścianach Kołoży pojawiły się nowe pęknięcia. Na zlecenie komisji badającej sprawę pomnika, teren koło cerkwi został zbadany, a brzeg Niemna umocniony.

Kolejne pęknięcia zostały wykryte podczas prac budowlanych w październiku 2002 roku, kiedy usunięto ziemię na skarpie przy cerkwi. Ustalono, że od lat 70-tych trwa ruch gruntu w stronę rzeki. Zła pogoda oraz zmiana koryta Niemna mogą spowodować zawalenie się pomnika architektury XII w., który stanowi ogromną wartość historyczną i jest zaliczony do klasy 'zerowej' zabytków

'Ruch gruntu powodują źródła podziemne' — wyjaśnia Grigorij Akinczyc, główny inżynier przedsiębiorstwa 'Grodnorestauracja'. Teren jest przeważnie wapnisty i piaszczysty. Wapń łatwo się wymywa, a w ziemi pozostają tylko pustoty krasowe. Planuje się przeprowadzenie szeregu prac mających na celu wzmocnienie skarpy. Specjaliści podejmą się odprowadzenia źródeł gruntowych, czyli zmniejszą oddziaływanie ich na skarpę oraz szerzenie się grzyba na fundamencie budynku.

Na prace przeznaczono już ok. 270 mln rubli. Jednak fachowcy uważają, że ta suma nie wystarczy. Podczas wcześniejszych prac w górnej części skarpy, tylko do jednej szczeliny wtłoczono ponad 1 tonę cementu. W przyszłości możliwa jest zmiana linii nadbrzeżnej Niemna w rejonie Kołoży, a teraz najważniejszym zadaniem jest zatrzymanie ruchu skarpy kołożskiej w kierunku rzeki.

2004-07-27
60 rocznica tragicznego lata w Nowogródzkim

Dzięki inicjatywie Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" i Zarządu Stowarzyszenia Żołnierzy Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej od 16 do 19 lipca odbyły się: pielgrzymka żołnierzy Armii Krajowej i członków ich rodzin, chóru "Nowogródzkie Orły" oraz konferencja naukowa poświęcona akcjom "Burza" i "Ostra Brama" z udziałem m.in. historyków Kazimierza Krajewskiego i Zygmunta Boradyna. Główne uroczystości odbyły sie w Lidzie. Prof. Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", który wręczył specjalne dyplomy byłym żołnierzom AK.

Ich uczestnicy uczcili pamięć poległych w obronie Kresów Pzeczypospolitej na Nowogródczyźnie. Pomoc przy organizacji obchodów okazały również Ambasada RP na Białorusi, polskie placówki konsularne w Mińsku i Grodnie, a także ZG Związku Polaków na Białorusi i oddziały ZPB w Grodnie, Lidzie, Nowogródku, Iwieńcu i Szczuczynie.

Latem 1944 roku. w oddziałach partyzanckich Armii Krajowej w Nowogródzkiem walczyło ok. 7- 8 tys. polskich żołnierzy. Znacznie więcej ludzi pozostawało w konspiracji. Ostatni dowódva Podkręgu Nowogródzkiego Armii Krajowej płk Maciej Kalenkiewicz-Kotwicz poległ w walce z Sowietami 21 sierpnia 1944 roku pod Surkontami koło Lidy na skraju Puszczy Bersztowskiej.

wg "Głosu znad Niemna"




2004-07-26
Waldemar Tomaszewski ponownie przewodniczącym AWPL

Waldemar Tomaszewski, poseł na sejmi litewski został w niedzielę 25 lipca po raz trzeci wybrany na przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

W Wilnie odbył się V zjazd Akcji, na którym wysłuchano sprawozdania za trzyletni okres działalności i wybrano nowe władze. 108 delegatów zjazdu jednogłośnie wybrali na swego lidera Waldemara Tomaszewskiego. Jego zastępcą została wybrana mer rejonu wileńskiego Leokadię Januszauskiene. Tomaszewski stoi na czele AWPL od 1999 roku. W 1994 roku był koordynatorem grupy założycielskiej Akcji. Pod koniec sierpnia Akcja Wybiorcza Polsków na Litwie będzie obchodzić dziesięciolecie działalności.




2004-07-23
Polskie szkoły na Wileńszczyźnie

W rejonie wileńskim naukę w szkołach pobiera 11508 uczniów: 950 w szkołach z rosyjskim językiem nauczania, 4155 - z litewskim oraz 6403 - z polskim. Dzięki staraniom wileńskiego oddziału Związku Polaków na Litwie (od lat 9 organizującego doroczne konferencje pod hasłem "Polskie dziecko w polskiej szkole") ponad 90 proc. dzieci narodowości polskiej naukę pobiera w polskiej szkole.

Dziś 55,6 proc. ogółu uczniów uczy się w szkołach polskich. W roku szkolnym 1991-1992 było ich zaledwie 37,5 proc. Szkoły polskie i litewskie praktycznie po równo podzieliły między siebie uczniów rosyjskich szkół, których liczba w ciągu omawianego okresu zmniejszyła się z 40,9 proc. do ponad 8 procent. Do takich wyników bez wątpienia w ogromnej mierze przyczyniła się praca zarówno nauczycieli szkół polskich, jak i miejscowej władzy (sprawowanej od kilku kadencji przez AWPL), kół ZPL, hojna i mądra pomoc płynąca z Polski. To dzięki niej (w kooperacji ze środkami rejonowego budżetu) nie tylko udało się nowocześnie wyposażyć szkoły, ale też dokonać kapitalnych remontów, wznieść dobudówki, a nawet nowe szkoły.

W rejonie wileńskim oświata jest uważana za dziedzinę priorytetową i co za tym idzie - dostaje odpowiednie finansowanie. Sprawdziła się na praktyce decyzja władz rejonu co do tego, by nie likwidować na swym terenie ani jednej szkoły. I chociaż obciąża to niezmiernie budżet - daje namacalne wyniki: szkoła średnia im. Juliusza Słowackiego w Bezdanach (choć tak nieliczna) uplasowała się w czołówce rejonowej według jakości nauczania; początkówka w Starym Siole wyrosła od 7 do 27 uczniów; szkoła podstawowa w Jałówce jest dziś największą w rejonie i liczy 170 uczniów (przed 7 laty było ich 90). Wyraźnie odczuwany w kraju niż demograficzny w rejonie proporcjonalnie objął szkoły tak samo polskie, jak i litewskie czy rosyjskie.

Od przyszłego roku szkolnego placówki z polskim językiem nauczania czeka nowa poprzeczka do pokonania: nie będzie można "przerzucać" pieniędzy z tzw. koszyczka uczniowskiego z jednej szkoły do drugiej. Dotychczas nie rozwiązano problemu zaledwie 10 procentowego dodatku subwencji oświatowych dla szkół mniejszości narodowych (w Polsce wynosi on 25 proc.). Mniejszym szkołom wciąz grozi widmo likwidacji. Prezes oddziału ZPL, poseł na Sejm z ramienia AWPL Waldemar Tomaszewski, wzrost dodatku będzie jedną z najważniejszych spraw, jaką zajmie się Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Z pieniędzmi, a raczej ich brakiem, wiąże się też sprawa zakładania przedszkoli - a w nich grup polskich. Szkoły, znajdujące się we wsiach i osiedlach, gdzie takowych nie ma, rozwiązują problem przyszłego narybku zapraszając dzieci do klas zerowych. Zerówki pięknie zdają egzamin w Ławaryszkach, Rudominie...

Konferencja pod hasłem "Polskie dziecko w polskiej szkole" zbiera na obrady nauczycieli, kierowników szkół, starostów, działaczy ZPL i AWPL oraz kierownictwo rejonu. Niestety obrady ograniczają się do prezentacji sukcesów szkół i składania pochwał pod adresem wyższej rangi kierowników, chociaż organizatorzy nawołują do problemowych dyskusji. Na przykład takich, które by dały odpowiedź na pytanie: dlaczego obok szkół osiągających imponujące wyniki, jak np. Niemenczyńska Szkoła Średnia nr 1,inne szkoły reprezentują stale niski poziom nauczania; dlaczego tylko 71 proc. absolwentów podstawówek po czterech latach zdobywa świadectwo dojrzałości. Pytania te stawiali poseł Waldemar Tomaszewski i prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie "Macierz Szkolna" Józef Kwiatkowski.

To, że dzisiaj praktycznie wszystkie polskie dzieci uczą się w języku ojczystym, świadczy o normalności sytuacji, jest to wynik pracy wszystkich obywateli, którzy brali udział w wiecach w obronie swej oświaty, składali podpisy pod odezwami, bronili zerowego modelu szkoły narodowościowej - kiedy to wszystkie przedmioty wykładane są w ojczystym języku i udowodnili, że Polacy potrafią sami zadbać o swój los.

wg "Wirtualnej Polonii"


Więcej wiadomości w ARCHIWUM