POLACY NA WSCHODZIE - ARCHIWUM WIADOMOŚCI
WRZESIEŃ 2004



Archiwum wiadomości
kwiecień-majczerwieclipiecsierpieńwrzesieńaktualne


  2004-09-28
Tylko 5 proc. dzieci z rodzin polskich na Ukrainie może uczyć się ojczystego języka - wywiad "Naszego Dziennika" z prezesem Związku Polaków na Ukrainie

Niedługo Związek Polaków na Ukrainie będzie obchodzić 13. rocznicę powstania. Redakcja "Naszego Dziennika" przeprowadziła wywiad o osiągnięciach ZPU i problemach mieszkających na Ukrainie Polaków ze Stanisławem Kosteckim, prezesem Związku Polaków na Ukrainie.

Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty tej rozmowy.

Stanisław Kostecki powiedział m.in. "Jestem prezesem Związku Polaków na Ukrainie już trzecią kadencję. (...) Związek Polaków na Ukrainie został powołany przez delegatów Drugiego Kongresu Polaków Ukrainy, który odbył się 19 października 1991 roku w Kijowie. W większości delegaci byli członkami Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego na Ukrainie (PSKOU). Decyzją Kongresu przemianowano Stowarzyszenie, a także istotnie zmieniono statut organizacji. (...) Pierwszym prezesem ZPU został Stanisław Szałacki. (...) zaczęto tworzyć organizacje rejonowe, miejskie i wiejskie.

(...) Liczne były oddziały w Żytomierzu, Chmielnickim [Płoskirowie-przyp. red.], Winnicy, Zaporożu, przez przypadek w Ługańsku założył oddział ZPU Polak Marceli Ręk, później powstał oddział w Odessie. (...) ważne były oddziały w Kijowie, Żytomierzu, Winnicy, Berdyczowie, Chmielnickim i potem w Gródku Podolskim. Nieco później od PSKOU powstało Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, które od samego początku zachowywało charakter autonomiczny.

(...)Zostały powołane do życia organizacje zawodowe. Aktywnie wspieramy najważniejsze ośrodki nauczania języka polskiego.

(...) jeśli w obwodzie działała jedna organizacja ZPU, a dziś działa np. 15, to obszar się nie zmienił, ale zmieniła się jakość i struktura oddziałów na tym samym terenie. Obecnie ZPU działa zasadniczo na Ukrainie Centralnej i we wschodniej części Ukrainy Zachodniej, a także na Ukrainie Południowo-Wschodniej.

(...)Teraz mamy 14 tys. 500 członków. 73 oddziały należą do ZPU. Te organizacje działają w 18 obwodach Ukrainy.

(...)- Próbujemy wpływać na działania Państwowego Komitetu ds. Narodowości i Migracji Ukrainy, uczestniczymy w różnych konferencjach tego Komitetu. Mamy także kontakty z Parlamentarną Komisją ds. Praw Człowieka, Praw Mniejszości Narodowych i Stosunków Narodowościowych (...). Wchodzimy do Kongresu Wspólnot Narodowych - zrzeszającego mniejszości narodowe. Współpracujemy także z Radą Stowarzyszeń Narodowościowych. Aktywnie występujemy w obronie praw mniejszości polskiej i innych mniejszości.

(...) Na dzień dzisiejszy, mimo naszych usilnych starań, tylko 5 proc. dzieci z rodzin polskich ma możliwość uczenia się języka ojczystego w szkołach w miejscu zamieszkania. Bardzo rzadko władze miejskie lub resortu oświaty wychodzą z propozycją w tej sprawie (chociaż są bardzo rzadkie wyjątki). Typowa jest sytuacja, kiedy rodzice i przedstawiciele organizacji polskich przez dłuższy okres walki i wywieranie nacisku na władze lokalne nareszcie otrzymują możliwość, żeby ich dzieci po godzinach lekcyjnych mogły uczyć się języka polskiego, wiadomo, że fakultatywnie. Chociaż nie jest to skuteczna forma nauczania. Takie są realia ukraińskie. Ale sytuacja ostatnio trochę się poprawiła i mniej trzeba walczyć w kwestii dostępu do nauczania języka polskiego. Dlaczego nie może tak być, żeby urzędnik ukraiński - realizując wspaniałe postulaty państwowe, założone w tych lub innych oficjalnych dokumentach - sprzyjał w praktyce rozwojowi ośrodków oświaty mniejszości narodowych? (...)

Zdarzały się momenty, kiedy udawało się uzyskać bardzo mizerne środki finansowe od państwa ukraińskiego. Chociaż przedtem sytuacja gospodarcza na Ukrainie wyglądała o wiele gorzej niż dziś. Teraz w budżecie państwowym na 2004 rok już jest wydzielona pewna kwota na mniejszości narodowe. Ale z własnego doświadczenia i od kolegów z organizacji zrzeszających inne mniejszości narodowe wiem, że otrzymanie tych pieniędzy ze Skarbu Państwa jest rzeczą prawie niemożliwą."

Prezes Stanisław Kostecki przytoczył fragment swego listu do prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. w którym przypominał, że w 1991 roku ówczesny rząd Tadeusza Mazowieckiego przekazał w przeliczeniu Związkowi Ukraińców w Polsce 630 tys. USD na zakup budynku pod siedzibę mniejszości ukraińskiej w Warszawie przy ulicy Kościeliskiej.

Biuro Związku Polaków na Ukrainie mieści się tymczasem w Kijowie małym pokoiku w piwnicy parę metrów pod ziemią.

Prezes Kostecki zapowiedział, że "sytuacja niebawem zmieni się na lepsze, ponieważ władze Kijowa zaproponowały nam działkę pod budowę Domu Polskiego w centrum Kijowa. Natomiast Polska wybuduje w tym miejscu Centrum Polskie."

(...) Centrum Polskie wybudowane na działce przekazanej na bezpłatny użytek Związkowi Polaków na Ukrainie, a wybudowane na koszt podatnika polskiego - będzie wspólnym dziełem pomocy dla Polaków na Ukrainie.

Pytany o sprawę budowy olbrzymiego pomnika Stepana Bandery w samym centrum Lwowa obok wybudowanego przez Polaków kościoła katolickiego p.w. św. Elżbiety prezes Kostecki powiedział:

- Uważam, że każdy naród ma prawo do budowania pomników, które na to zasługują. Natomiast budowanie pomnika takiego rodzaju w miejscu, które może obrazić uczucia narodowe innego narodu...? Mówimy o Lwowie - mieście, gdzie są bardzo żywe uczucia narodowe. Moim zdaniem, jest to prowokacja, by nie dopuścić do bliższego pojednania polsko-ukraińskiego.

Pytany o przyszłość stosunków polsko-ukraińskich Stanisław Kostecki podkreślił, że "dużo będzie zależało od wyników wyborów prezydenckich na Ukrainie i od polityki, którą poprowadzi nowy prezydent Ukrainy".

według "Naszego Dziennika"

2004-09-21
Otwarcie muzeum Słowackiego w Krzemieńcu

Setki osób uczestniczyły w (wielokrotnie przekładanym) otwarciu 20 września 2004 r. muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu na Wołyniu. W uroczystości wzięli udział między innymi metropolita lwowski kardynał Marian Jaworski, wicepremier Ukrainy Dmytro Tabachnyk oraz polski minister kultury Waldemar Dąbrowski a także najwyżsi przedstawiciele kościoła prawosławnego na Ukrainie.

Muzeum znajduje się w dworku, który należał do rodziny Słowackich tylko przez dwa lata. Jednak dzięki wspólnym staraniom strony polskiej i ukraińskiej zgromadzono tu wiele oryginalnych, należacych kiedyś do rodziny Słowackich, przedmiotów. Jest tu między innymi oryginalny klawikord - zwany "żyrafą", czy haftowana przez matkę Słowackiego makatka. Jest też obraz olejny - mglisty poranek nad morzem, którego autorstwo przypisuje się właśnie poecie. Osiem sal prezentuje kolejne etapy życia Juliusza Słowackiego: krzemieniecki, wileński, warszawski, jego korespondencje z matką, podróż na wschód , czy okres paryski. Eksponaty prezentowane są w stylowo urządzonych wnętrzach z pierwszej połowy XIX wieku.

Podczas uroczystości otwarcia muzeum utwory poety, m.in. fragment piątej pieśni "Beniowskiego", czytała polska aktorka Magdalena Zawadzka oraz dyrektor Teatru Polskiego we Lwowie Zbigniew Chrzanowski.

Po otwarciu muzeum wicepremier Ukrainy Dmytro Tabachnyk i minister Waldemar Dąbrowski wzięli udział w konferencji prasowej, podczas której podkreślali , że polsko-ukraińskie kontakty rozwijaja się "w bardzo dobrym kierunku".

wg IAR

2004-09-21
Władze Białorusi skreśliły Polaków z list wybroczych

Obecny i były prezes Związku Polaków na Białorusi zostali wykluczeni z udziału w "wyborach" parlamentarnych już na etapie rejestrowania kandydatur. Czwartek był ostatnim dniem rejestrowania kandydatów na deputowanych w rozpisanych na 17 października wyborach parlamentarnych.

Jak poinformował jeden z grodzieńskich dziennikarzy, okręgowa komisja wyborcza zakwestionowała 113 podpisów spośród 350 sprawdzanych na listach poparcia dla prezesa Związku Polaków na Białorusi Tadeusza Kruczkowskiego.

Z kolei byłemu prezesowi tej organizacji Tadeuszowi Gawinowi komisja zanegowała 62 z 350 sprawdzanych podpisów na listach. Ordynacja zezwala na odrzucenie jedynie 52 podpisów. Gawin informował wcześniej, że władze lokalne zastraszają i namawiają wyborców, aby wycofywali swe podpisy z jego list.

wg "Naszego Dziennika"

2004-09-21
Sprzedaż kościoła w Szawlach?

Od kilku lat diecezja szawelska, na północy Litwy, prowadzi negocjacje z dużymi centrami handlowymi w sprawie sprzedaży im jednego z kościołów w Szawlach. Jeżeli dojdzie do transakcji, będzie to pierwszy przypadek sprzedaży świątyni na Litwie.

Według lokalnej gazety "Sauliu Naujienos" (Szawelskie Nowiny) rozmowy o sprzedaży kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny już wkrótce zostaną sfinalizowane. Biskup szawelski Eugenijus Bartulis nie chce jednak zdradzić szczegółów. "Gdy zostanie podpisana umowa, dowie się o tym cały świat. Obecnie są to tylko rozmowy. Nic konkretnego" - powiedział biskup na łamach "Sauliu Naujienos".

wg Radia "Znad Wilii"

2004-09-16
Zdaniem Rosjan 17 września nie dokonali agresji napadając na Rzeczpospolitą

Większość rosyjskich badaczy i politologów nie uważa wkroczenia wojsk sowieckich do Polski 17 września 1939 roku za akt agresji ze strony ZSRR, a data ta ma dla Rosjan niewielkie znaczenie.

"Na konferencjach zdarza mi się słyszeć polemiki z polską opinią (o agresji), Rosjanie wolą raczej mówić o wkroczeniu na terytorium Polski, argumentują, że był to krok odsuwający w czasie agresję Niemiec na ZSRR, itd." - powiedział przedstawiciel Polskiej Akademii Nauk w Moskwie prof. Eugeniusz Duraczyński.

"Daty 17 września 1939 i (wybuchu II) wojny (nigdy) nie łączono w jedną całość. Mówiono o 'udzieleniu pomocyŤ Ukraińcom i Białorusinom, później pojawił się termin 'kampania polskaŤ"- wspomina z kolei rosyjski socjolog Jurij Lewada.

W grudniu 2003 roku znany nacjonalistyczny publicysta rosyjski Jurij Muchin, odniósł się do 17 września i poprzedzającego tę datę paktu Ribbentrop-Mołotow w swojej książce "Antyrosyjska podłość". ZSRR nie był agresorem - utrzymywał. "Jeżeli ktoś twierdzi, że tajny protokół do paktu o nieagresji między ZSRR i Niemcami z 23 sierpnia 1939 roku to dowód na to, że ZSRR planował napaść na Polskę (...) to znaczy, że nigdy nie czytał tego protokołu. A utrzymywać, że plany ZSRR były agresywne może tylko szumowina" - napisał Muchin.

Twierdził on, że w momencie wkroczenia sowieckich jednostek państwo polskie już nie istniało, ucieczkę polskiego rządu do Rumunii nazywa "zdradą sojuszników", zarzuca też Polsce brak zgody na utworzenie w latach 30. proponowanego przez francuską dyplomację Paktu Wschodniego.

To nie jest odosobniona opinia. We wrześniu Litwa zagroziła odebraniem licencji nadającemu na kraje bałtyckie kanałowi rosyjskiej telewizji po tym jak pokazał on film dokumentalny wybielający pakt Ribbentrop-Mołotow.

W Rosji modne staje się unikanie moralnej oceny wydarzeń historycznych. Nikogo nie zdziwiła reakcja publicysty prorządowego dziennika "Izwiestija" Maksima Sokołowa, który w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego zarzucał Polakom naiwność w ich wierze w radziecką pomoc, nikogo nie dziwi też, że jeden z głównych prokremlowskich politologów Wiaczesław Nikonow przedstawia się z dumą jako wnuk Wiaczesława Mołotowa.

Jednym z nielicznych, którzy otwarcie nazywają 17 września "agresją" ZSRR jest Siergiej Słucz, profesor Rosyjskiej Akademii Nauk i specjalista od stosunków radziecko-niemieckich w latach 30. "17 września 1939 roku Związek Radziecki rozpoczął wojnę przeciwko suwerennemu państwu, którego granice sam uznał w podpisanym w 1932 roku pakcie (o nieagresji)" - powiedział Słucz, dodając, że operacja Armii Czerwonej nosiła pełne znamiona "działań zbrojnych". "Niestety nasi historycy często hołdują stereotypowym wyobrażeniom, które nam wpajano. Zwłaszcza ludzie starszego pokolenia nie mogą dopuścić myśli, że ZSRR był agresorem" - dodał.

Trudno spodziewać się, by jakakolwiek oficjalna struktura państwa rosyjskiego ustosunkowała się do przypadającej na piątek rocznicy. Rosjanie - choć formalnie to ich kraj jest sukcesorem Związku Radzieckiego - uważają 17 września 1939 roku za datę dotyczącą ich jedynie z historycznego punktu widzenia. Jeszcze inne opinie można usłyszeć na Białorusi i Ukrainie, gdzie często bywa ona postrzegana jako "zjednoczenie" podzielonych wcześniej między Polskę i ZSRR narodów.

wg Onet.pl

2004-09-09
Pomnik Stepana Bandery powstaje w centrum Lwowa

W samym centrum Lwowa, obok kościoła św. Elżbiety, ma powstać panteon chwały Stepana Bandery. Pomnik Stepana Bandery i jego dwunastu wpółpracowników ma dominować nad otoczeniem. Stepan Bandera jest uważany przez Polaków na kresach za symbol zbrodni i okrucieństwa ukraińskich nacjonalistów.

Byli żołnierze Armii Krajowej są oburzeni pomysłem władz Lwowa, które w centrum miasta zamierzają postawić pomnik Stepanowi Banderze, działaczowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Monument ma stanąć w pobliżu kościoła św. Elżbiety, jednego z ośrodków kultu polskich katolików we Lwowie.

- Każdy ma prawo stawiać pomniki według swojego uznania - mówi prof. Edmund Bakuniak, prezes Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. - Jednak uważam, że jest to nieprzyjazny gest, który wpłynie negatywnie na stosunki polsko-ukraińskie. Znana jest - szczególna - niechęć Stepana Bandery do Polaków, która doprowadziła do wyniszczenia wielu polskich rodzin.

Major Stanisław Jastrzębski, w latach wojny żołnierz podległych AK Oddziałów Samoobrony na kresach, autor książek o eksterminacji ludności polskiej w dawnym województwie lwowskim mówi: "Pomysł budowy pomnika oceniam bardzo negatywnie! To fałszowanie historii. To, co wyprawiały oddziały ukraińskie, było ludobójstwem; przecież z ich rąk zginęło tysiące Polaków".

Nie widzi natomiast w pomyśle postawienia pomnika Bandery antypolskich akcentów Miron Kertyczak, prezes Związku Ukraińców w Polsce. "Należy pamiętać, że wciąż w wielu miastach stoją pomniki działaczy komunistycznych odpowiedzialnych za wielki głód na Ukrainie w latach 30., że są pomniki Lenina, pozostały ulice nazwane imionami zbrodniarzy komunistycznych. Pamiętajmy również, że po wojnie w latach 1945-1950 tylko na terenie zachodniej Ukrainy w ramach represji wobec ruchu niepodległościowego zginęło 150 tys., a represje dotknęły kolejnych 500 tys. Ukraińców" tłumaczy Kertyczak.

Historyk Tadeusz A. Olszański, pracownik Ośrodka Studiów Wschodnich i autor "Historii Ukrainy", zwraca uwagę na inną kwestię. - To nie jest tak, że cała Ukraina stawia pomnik Stepanowi Banderze. Inicjatywę zaproponował Lwów, gdzie jest co najmniej kilkanaście tablic pamiątkowych odwołujących się do tradycji banderowskiej. To jest niemożliwe na Ukrainie wschodniej czy środkowej. Tam stawia się pomniki bohaterom kozackim czy działaczom komunistycznym.

Wybór miejsca nie jest najszczęśliwszy, bo monument ma stanąć tuż przy kościele św. Elżbiety, z którym bardzo mocno związani są Polacy mieszkający we Lwowie. Trzeba również pamiętać, że tędy biegnie trasa wjazdu do Lwowa od zachodu, czyli od strony Polski - podkreśla Tadeusz Olszański.

- O wiele bardziej kontrowersyjna niż pomnik Bandery jest choćby kwestia postawienia tuż poza Cmentarzem Orląt Lwowskich kompleksu pomników ku czci strzelców halickich, przeciwko którym Polacy walczyli we Lwowie. W miejscu, gdzie powstały monumenty, nie ma mogił Ukraińców, oni są pochowani przede wszystkim na cmentarzu Janowskim - zaznacza autor "Historii Ukrainy".

Stepan Bandera, urodzony nieopodal Stryja - działacz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w 1933 r. zorganizował zamach na konsulat sowiecki we Lwowie. Trzy lata później skazano go na karę śmierci (zamienioną na dożywocie) za przygotowywanie zamachu na polskiego ministra spraw wewnętrznych Bolesława Pierackiego. Wyszedł na wolność po wybuchu II wojny światowej. Początkowo opowiadał się za współpracą z Niemcami, co miało pomóc Ukraińcom w odzyskaniu suwerenności. 30 czerwca 1941 r. ogłosił we Lwowie powstanie niepodległego państwa, za co został aresztowany przez Niemców i osadzony w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen.

Jeden z założycieli Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA, odpowiedzialnej za zbrodnie i okrucieństwa nie tylko na Polakach. Mimo że w okresie rzezi ludności polskiej - dokonanywanych na Wołyniu i Podolu w latach 1943-44 - znajdował się w niemieckim obozie, wielu polskich historyków uważa, że propagowana przez niego ideologia przyczyniła się do ludobójstwa na Wołyniu. Obarcza się go również winą za mordowanie Polaków przez oddziały UPA po zakończeniu II wojny światowej. Bandera został zamordowany w 1959 r. przez sowieckie służby specjalne.

W Starym Uhrynowie, miejscowości, gdzie narodził się Stepan Bandera - trzykrotnie po 1990 wznoszono memoriał upamiętniący go, który był następnie niszczony.

wg "Dziennika Polskiego" - Kraków

2004-09-09
Drugie polskie gimnazjum w Wilnie

Pomimo niżu demograficznego na Litwie, liczba pierwszoklasistów w szkołach polskich nie zmniejsza się.

Jak poinformował prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie "Macierz Szkolna" Józef Kwiatkowski, na razie nie jest znana dokładna liczba tegorocznych pierwszaków, jednak zapewne będzie zbliżona do lat poprzednich, tzn. około 1,3 tysiąca dzieci.

1 września rozpoczęło pracę drugie polskie gimnazjum w Wilnie - gimnazjum im. Jana Pawła II. Zdaniem prezesa J. Kwiatkowskiego będzie to miało pozytywny wpływ na podniesienie ogólnego poziomu nauczania w szkołach polskich.

wg Radia "Znad Wilii"

2004-09-08
Przygotowania do wyborów na Litwie

Rusza kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi na Litwie. Na liście kandydatów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie jest 128 nazwisk. Na czele listy znalazł się lider AWPL, poseł litewskiego sejmu, Waldemar Tomaszewski.

"Mimo, iż partia będzie uczestniczyła w wyborach samodzielnie, na swoją listę postanowiliśmy również przyjąć 23 przedstawicieli działających na Litwie organizacji rosyjskich i białoruskich, w tym przedstawicieli Związku Rosjan" - powiedział W. Tomaszewski.

W pierwszej dziesiątce Związkowi Rosjan przypadły miejsca drugie, czwarte, siódme i dziewiąte. Z ramienia AWPL w wyborach w pierwszej dziesiątce wystartują: jako trzeci prezes ZPL, radny wileńskiego samorządu Michał Mackiewicz, jako piąty poseł na Sejm Jan Mincewicz, jako szósty prezes "Macierzy Szkolnej", radny wileńskiego samorządu Józef Kwiatkowski, jako ósmy redaktor naczelny "Tygodnika Wileńszczyzny" Tadeusz Andrzejewski. Dziesiątkę zamyka radny samorządu rejonu trockiego Edward Trusewicz.

Trzynaście partii i dwie koalicje wystawiły swoich kandydatów w wielomandatowych okręgach wyborczych na Litwie. Pod numerem pierwszym wystartuje Liga Wolności Litwy, pod nr 3 - Związek Partii Chłopskiej i Nowej Demokracji, nr 5 przypadł Partii Pracy, nr 6 koalicji Algirdasa Brazauskasa i Arturasa Paulauskasa, nr 7 partii konserwatywnej, nr 8 koalicji Rolandasa Paksasa, nr 11 Związkowi Liberałów i Centrystów. Pod numerem 12 wystartuje Akcja Wyborcza Polaków na Litwie.

wg Radia "Znad Wilii"

2004-09-07
Polska będzie wypłacać zasiłki kombatantom żyjącym na Białorusi

Polski rząd będzie wypłacał zasiłki weteranom II wojny światowej, mieszkającym w obwodzie brzeskim w Białorusi, którzy podczas wojny służyli w polskiej armii. Taką informację przekazał wiceprzewodniczący brzeskiego Związku Polaków na Białorusi Henryk Stypanowicz.

Przypomniał on, że wielu mieszkańców obecnej Białorusi służyło podczas wojny szeregach polskiej armii. Również podczas okupacji wielu z nich walczyło w oddziałach Armii Krajowej, 2 Korpusie gen. Andersa oraz innych formacjach.

Według danych Stypanowicza, obecnie na terytorium obwodu brzeskiego żyje około 400 weteranów. "Rząd polski doceniając ich zasługi - każdemu z tych weteranów będzie wypłacał kwartalne zasiłki pieniężne. Ich rozmiar w przeliczeniu wyniesie ok. 120 dolarów amerykańskich" - powiedział Stypanowicz.

wg www.bialorus.pl

2004-09-07
Festiwal "Malwy" w Siedlcach

Polscy piosenkarze z Białorusi, Litwy, Rosji i Ukrainy wystąpią podczas 13. Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Malwy 2004. Impreza odbędzie się w dniach 4 i 5 września w Siedlcach. Festiwal organizowany jest od 1992 roku przez Związek Polskich Autorów i Kompozytorów (ZAKR), przy finansowej pomocy Ministerstwa Kultury.

W koncercie konkursowym biorą udział wyróżnieni uczestnicy Warsztatów Piosenkarskich ZAKR-u (przełom sierpnia i września, Siedlce), laureaci Polonijnych Konkursów Piosenki Polskiej organizowanych w 7 krajach (Białoruś, Czechy, Litwa, Łotwa, Niemcy, Szwecja, Ukraina), a także młodzi piosenkarze z Białorusi, Litwy, Rosji i Ukrainy zapraszani corocznie w ramach wymiany kulturalnej przez Ministerstwo Kultury. Uczestników ocenia międzynarodowe jury, które przyznaje trzy statuetki malw oraz nagrody rzeczowe. W tym roku najciekawsze interpretacje polskich piosenek zostaną zarejestrowane na płycie, którą otrzymają studia radiowe w Polsce oraz wykonawcy. Tegoroczne koncerty festiwalowe: konkursowy i galowy odbędą się w amfiteatrze w Siedlcach 4 i 5 września. Podczas sobotniego koncertu konkursowego wystąpi około 20 uczestników interpretujących znane polskie przeboje. Gośćmi specjalnymi koncertu będą Krystyna Prońko i Stan Borys z zespołem.

Dzień później podczas koncertu galowego wystąpią m.in. laureaci konkursu oraz grupa taneczna Caro Dance pod kierunkiem Iwony Orzełowskiej. Goście zagraniczni to Olga Płotnikowa z Białorusi, Ellada z Litwy, Jelena Popowa z Rosji i Denis Barkamow z Ukrainy. Zaśpiewa także Dorota Miśkiewicz i zespół De Mono. Festiwal powstał w w 1991 roku w Białymstoku z inicjatywy ZAKR. Poprzedzony był corocznymi Warsztatami Piosenkarskimi w Białowieży. Co roku ponad dwudziestoosobowa grupa utalentowanych wykonawców walczyła o festiwalowe laury: Białą, Żółtą i Błękitną Malwę. Od dwóch lat festiwal odbywa się w Siedlcach.

Jak utrzymują organizatorzy celem przedsięwzięcia jest popularyzacja dobrej polskiej piosenki oraz konfrontacja i integracja z zagranicznymi artystami. "Malwy" w czasie swojej 13- letniej historii pozwoliły wypromować się wielu talentom. Tu debiutowała m.in. Anna Maria Jopek.

wg onet.pl

2004-09-06
Dobiegają końca prace nad przewodnikiem po archiwum Radziwiłłów

Białoruś i Polska kończą pracę nad przewodnikiem po archiwum Radziwiłłów, - poinformował przewodniczący komitetu archiwów przy Radzie Ministrów Białorusi Uładzimir Adamuszka.

Według niego, "w latach 2004-2005 wydana zostanie unikatowa praca archiwistów, w której zebrane zostały najpełniejsze informacje o rodzie Radziwiłłów". Adamuszka poinformował, że "w obecnym czasie zebrano już wszystkie dostępne materiały na ten temat".

Przewodniczący białoruskiego komitetu archiwów dodał też, że w projekcie uczestniczyli również naukowcy z Ukrainy i Niemiec. "Strona niemiecka udostępni do badań znajdujące się tam dokumenty, możliwe też, że niektóre z nich zostaną przekazane Białorusi" - powiedział Adamuszka.

wg www.bialorus.pl

2004-09-03
Byli żołnierze Armii Krajowej i korpusu Plechavicziusa podpisali deklarację

2 września br. podpisano Deklarację Pojednania byłych żołnierzy Armii Krajowej i korpusu posiłkowego gen. Povilasa Plechavicziusa. Tzw. korpus Plechavicziusa w czasie II wojny światowej walczył u boku Niemiec, dopuszczając się eksterminacji ludności polskiej i żydowskiej zamieszkującej Wileńszczyznę. W maju 1944 litewski korpus został kompletnie rozbity przez oddziały Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej pod dowództwem pułkownika Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka". Po walkach pod Murowaną Oszmianką litewskie oddziały ochotnicze zostały rozbrojone i i pozbawione mundurów, w kalesonach powracając na tereny okupowane przez Niemców.

Dokument podpisano w siedzibie Prezydenta Litwy podczas uroczystej ceremonii, na którą zaproszono ministra spraw zagranicznych Litwy Antanasa Valionisa, ambasadorów Polski i Niemiec. Po podpisaniu deklaracji prezydent Valdas Adamkus wydał z tej okazji przyjęcie.

Do historycznego porozumienia kombatanci przygotowywali się już w marcu 2001 roku, nie udało się wówczas tego dokonać z powodu nieporozumień w sprawie tekstu deklaracji.

"Historia pozostawiła nam bolesne wspomnienia. (...)Nie jest łatwo powiedzieć "przepraszam" za krzywdy wyrządzone innym. Polacy i Litwini potrafią to zrobić. (...) Budując lepszą przyszłość zamknijmy na zawsze historyczną kartę nieporozumień między naszymi narodami. Polska i Litwa, strategiczni partnerzy, są wzorem dobrosąsiedzkich stosunków" - powiedział podczas uroczystości podpisania deklaracji prezydent Litwy Valdas Adamkus.

Litewscy weterani na uroczystość, która odbyła się w urzędzie prezydenta, przyszli w mundurach, polscy weterani mieli biało-czerwone opaski z napisem AK.

Przewodniczący Litewskiego Związku Żołnierzy Formacji Lokalnej Antanas Paulaviczius zaznaczył, że podpisuje deklarację "bez nienawiści, gotowy do przebaczenia byłemu wrogowi i przyznając się do winy". "Podpisujemy deklarację jako nadzieję na to, że ani nasze dzieci, ani wnukowie nie skierują broni przeciwko sobie" - oświadczył Paulaviczius.

"W czasie II Wojny Światowej znaleźliśmy się po różnych stronach barykady. Do tego nie powinno było dość, ale historii nie da się zmienić. Dzisiaj żyjemy we wspólnej europie. O taką Europę walczyliśmy i nastał czas pojednania" - powiedział prezes Klubu Weteranów Armii Krajowej Wacław Pacyno. "Stało się to możliwe dopiero teraz, gdy po 14 latach starań został zarejestrowany nasz klub" - dodał.

O potrzebie pojednania żołnierzy AK i gen. Plechavicziusa mówiło się od kilku lat. Dwukrotnie przygotowywano projekt dokumentu, ale z różnych przyczyn nie doszło do jego podpisania. Przed kilkoma miesiącami strona litewska ponowiła propozycję pojednania. Strona polska, między innymi ambasada RP w Wilnie, uzależniała to pojednanie od rejestracji Klubu Weteranów Armii Krajowej.

Klub pod swoją historyczną nazwą, z użyciem słów AK, został zarejestrowany 20 sierpnia. Dotychczas weterani byli zrzeszeni w organizacji pod nazwą Klub Polskich Weteranów Wojny.

wg Radia "Znad Wilii" i "Naszego Dziennika"

2004-09-02
Pielgrzymka Archidiecezji Lwowskiej w Kalwarii Pacławskiej

W dniach od 11 do 15 sierpnia odbyła się tradycyjna pielgrzymka z Archidiecezji Lwowskiej do sanktuarium Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej, w której udział wzięło około 300 pielgrzymów. Bp Marian Buczek w środę 11 sierpnia odprawił Mszę św. w kościele p.w. św. Józefa w Trzcieńcu oraz pobłogosławił pielgrzymów. Opiekę duchową sprawowało 4 kapłanów, 4 kleryków i 6 sióstr zakonnych. W sobotę 14 sierpnia główną Mszę św. odpustową w Kalwarii Pacławskiej celebrował Przewodniczący Konferencji Episkopatu rzymskokatolickiego Ukrainy kardynał Marian Jaworski arcybiskup metropolita lwowski.

2004-09-02
Honorowy prezes Związku Polaków na Białorusi zawieszony

Na żądanie białoruskiego Ministerstwa Sprawiedliwości Rada Naczelna Związku Polaków na Białorusi zawiesiła Tadeuszowi Gawinowi tytuł honorowego prezesa tej organizacji. Część działaczy związku uważa, iż jest to decyzja bezprawna, jego zwolennicy - że chodzi o utrudnienie mu kampanii przed wyborami parlamentarnymi.

Zgodnie z białoruskim prawem Związek Polaków na Białorusi nie może prowadzić działalności politycznej, w tym uczestniczyć w wyborach. Tadeusz Gawin, który był pierwszym szefem tej organizacji, chce w październiku kandydować do Izby Reprezentantów, współpracując z opozycyjną koalicją "5+" (od niepodległościowego Białoruskiego Frontu Narodowego po Partię Komunistów Białoruskich).

Gdy na jednej ze stron internetowych koalicji pojawiła się informacja o kandydacie, "honorowym prezesie ZPB", Komitet ds. Religii i Narodowości natychmiast przekazał sprawę do Ministerstwa Sprawiedliwości. Ministerstwo od kierownictwa ZPB zażądało odpowiedzi, czy w wyborach Gawin reprezentuje związek i jak mógł zostać honorowym prezesem, jeśli funkcji tej nie ma w statucie.

Konstanty Tarasewicz, mieszkający w Mińsku szef Rady Naczelnej, tłumaczy, że nie było innego wyjścia. Białoruskie prawo jest bardzo surowe dla organizacji społecznych. Wystarczą dwa upomnienia i już można zlikwidować stowarzyszenie. Władze kilkakrotnie korzystały z tej możliwości. Ministerstwo wskazało, że statut przewiduje jedynie tytuł "honorowego członka", nie zaś "honorowego prezesa".

Zdaniem Andrzeja Poczobuta, szefa grupy zbierającej podpisy pod kandydaturą Gawina, władzom białoruskim chodzi o pozbawienie opozycyjnego kandydata atutu, jakim jest honorowa prezesura szanowanej polskiej organizacji. - W okręgu wyborczym, w którym chce startować, czyli w części Grodna i w Sopoćkiniach, Polacy stanowią 20 proc. mieszkańców, w niektórych miejscach nawet 80 proc.

Zaniepokojony sytuacją Zarząd Miejski ZPB w Grodnie wezwał Gawina i prezesa Zarządu Głównego Tadeusza Kruczkowskiego na specjalne posiedzenie. - Obaj są członkami naszego oddziału - wyjaśnia jego szef Mieczysław Jaśkiewicz. Po dyskusji zarząd uznał, że Rada Naczelna nie miała prawa zawieszać tytułu honorowego prezesa. Dodaje, że statut związku poleca "bronić czci i honoru" członków ZPB.

Tadeusz Kruczkowski uważa, że winny jest sam Gawin: - Podpisywał się pod opozycyjnymi dokumentami jako honorowy prezes związku. Powinien założyć polską partię polityczną, do czego był namawiany, a nie iść razem z Białoruskim Frontem Narodowym, który do Polaków nastawiony jest niechętnie. Ale Gawin mówi, że woli Białorusinów. Kruczkowski też chce kandydować w okręgu szczuczyńsko-woronowskim (w rejonie woronowskim blisko granicy z Litwą 90 proc. mieszkańców to Polacy) jako kandydat niezależny.

W wyborach parlamentarnych zamierza też startować kilku innych Polaków, działaczy ZPB. Jednak zdaniem osób znających się na białoruskiej polityce nie mają szans; z pewnością wygrają kandydaci struktur prezydenckich, a Polacy do nich nie należą.

wg "Rzeczypospolitej"

2004-09-02
Rosyjski film pełen kłamstw o wrześniu 1939 roku

Według rosyjskiego filmu dokumentalnego podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow było winą Polaków, a Armia Czerwona wyzwoliła narody bałtyckie. Film pokazał w poniedziałek PBK, kanał telewizji rosyjskiej ORT dla widzów w krajach bałtyckich.

Według rosyjskich filmowców - Stalin chciał obronić Polskę przed Hitlerem, wypowiadając mu wojnę prewencyjną. Chciał wprowadzić do Polski oddziały, które powstrzymałyby Hitlera od napaści. Ale opór Polaków przed wejściem Armii Czerwonej do Polski wywołał obawy Stalina, że Polska z Niemcami napadną na ZSRR. Stalin nie miał wyjścia i podpisał pakt o nieagresji z Niemcami. Według autorów filmu tajny protokół i podział Polski to kara za upór Polaków.

Autorzy filmu zarzucają też niewdzięczność krajom bałtyckim. Dowodzą, że gdyby nie Rosjanie, Hitler unicestwiłby narody bałtyckie. Dzięki przyłączeniu do ZSRR Bałtom udało się zachować kulturę i język. Przeciwko dokumentowi ostro zaprotestowal Antanas Valionis, litewski minister spraw zagranicznych. Według niego film wypacza historię i godzi w niepodległość państwa litewskiego.

wg "Gazety Wyborczej"

2004-09-02
IV Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

28 sierpnia sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie wyruszył IV Międzynarodowy Rajd Katyński. Jadą do miejsc zbrodni popełnionych na polskich oficerach w Katyniu, Miednoje i Charkowie.

Naszą motocyklową pielgrzymką chcemy złożyć hołd pomordowanym oficerom Wojska Polskiego - powiedział komandor rajdu Wiktor Węgrzyn. Sygnał do startu dał ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich. Uczestników Rajdu pobłogosławił Prymas Polski ksiądz kardynał Józef Glemp. - Niech Anioł Stróż będzie przy każdym motorze! Niech bezpiecznie prowadzi po drogach, które sobie wyznaczyliście! - takie życzenia złożył pielgrzymom ksiądz Prymas.

W uroczystości wziął udział m.in. ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Trasa rajdu liczy ponad 4,5 tys. kilometrów. Na jej pokonanie mają 16 dni. Oprócz składania wieńców oraz modlitw nad grobami pomordowanych uczestnicy rajdu planują spotknia z rodakami mieszkającymi na Wschodzie. Odwiedzą też miejsca bitew polskich żołnierzy m.in. twierdze w Kamieńcu Podolskim, Chocimiu, Zbarażu.

Wiktor Węgrzyn, prezes stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, podkreśla, że lekceważenie Rajdu przez ogólnopolskie media wskazuje na to, iż temat zbrodni katyńskiej wciąż jest zaliczany do tematów niepoprawnych politycznie. Rosjanie do dziś nie chcą zaklasyfikować mordu katyńskiego jako zbrodni przeciwko ludzkości, uznając go za zbrodnię pospolitą. Uczestnicy Rajdu Katyńskiego, oddając cześć 23 tysiącom Polaków pomordowanych w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku, Charkowie, chcą szerzyć prawdę o bezprecedensowej w dziejach świata zbrodni. Na trasie patriotycznego Rajdu znalazły się Katyń, Miednoje, Charków. Motocykliści odwiedzą również szereg kresowych miast dawnej Rzeczypospolitej, m.in. Lwów, Wilno, Kamieniec Podolski, Nowogródek.

Rajdowi przyświeca hasło: "Dopóki w sercach naszych choć kropla polskiej krwi". - Po prostu trzeba dać wyraz prawdzie. Oddać hołd i cześć tym bestialsko pomordowanym najlepszym synom naszej Ojczyzny - powiedział Michał Byrski z Warszawy, uczestnik Rajdu. Oprócz tych wytyczonych przez siebie celów na zakończenie motocykliści otrzymali jeszcze jedno zadanie. - W ten pielgrzymi szlak zabierzcie ze sobą litery "P" - prosił ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski. - Pierwsze to Prawda - prawda o Golgocie Wschodu, nieście ją tam dla wszystkich. Drugie "P" to Pamięć - nasza pamięć o tych, którzy leżą w tych zbiorowych mogiłach. Pamiętamy i wiemy, że poprzez tajemnicę "świętych obcowania" - ciągle z nimi jesteśmy. Z kolei trzecie "P" to Prawo, które nadaje odpowiedni wyraz tej zbrodni. A potem czwarte "P" - Przebaczenie, które jest naszą siłą i mocą! Jedźcie w imię Boże, a nasza modlitwa będzie z Wami! - dodał ksiądz prałat.

wg "Naszego Dziennika"


Więcej wiadomości w ARCHIWUM