Bitwa pod Beresteczkiem
obraz Juliusz Kossaka i Józefa Brodowskiego
Bitwa pod Beresteczkiem
obraz Juliusz Kossaka i Józefa Brodowskiego
Bitwa pod Beresteczkiem, rysunek Verniera
Bitwa pod Beresteczkiem, rysunek Verniera
Antepedium przedstawiające hołd składany Matce Bożej po bitwie pod Beresteczkiem.

Król Jan Kazimierz woził ze sobą cudowny obraz Matki Bożej z Chełma kolo Lublina, do której żywił wielką cześć. Zostało to upamiętnione na antepedium, stanowiącym votum bazylianów chełmskich za beresteckie zwycięstwo nad Kozakami. Antepedium, (z łacińskiego ante pedes - przed stopami) to ozdobna zasłona spełniająca w liturgii rzymskiej rolę frontu ołtarza. Zostało wykonane (1720-50) ze srebrnej blachy o wymiarach 213 x 93 cm przez gdańskiego złotnika W. Jöde . Przedstawia hołd składany Matce Bożej po bitwie pod Beresteczkiem.

Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej

Król Jan Kazimierz pod Beresteczkiem, 
obraz Antoniego Piotrowskiego
Król Jan Kazimierz pod Beresteczkiem,
obraz Antoniego Piotrowskiego
Obelisk ku czci pomordowanych przez Tatarów na polu bitwy pod Beresteczkiem, widok z XIX w.
Obelisk ku czci pomordowanych przez Tatarów na polu bitwy pod Beresteczkiem, widok z XIX w.
XVI-wieczny pałac Bogusza Bogowitina i ks.Prońskich w Beresteczku, widok z XIX w.
XVI-wieczny pałac Bogusza Bogowitina i ks.Prońskich w Beresteczku, widok z XIX w.
XVII-wieczna cerkiew św. Michała, miejsce modlitwy Bohdana Chmielnickiego przed bitwą
XVII-wieczna cerkiew św. Michała, miejsce modlitwy Bohdana Chmielnickiego przed bitwą
fot. Biuro Podróży "TOP"
Cerkiew św. Jerzego (1912-14)
Cerkiew św. Jerzego (1912-14)
fot. Biuro Podróży "TOP"
Pokaż na mapie
Pokaż na mapie - mapa topograficzna WIG 1:100000 Mapa topograficzna okolic 1:100 000


 Wołyń
 II Rzeczpospolita
 BERESTECZKO
ukr. Берестечко, Berestechko


Tarnopolskie - Brody, Radziechów, Tarnopol, Zbaraż, Zborów, Złoczów, Wołyńskie - Dubno, Horochów, Krzemieniec
 mapa 1:75 000 
PN -  ZACH
Beresteczko, Boremel, Brody, Łopatyń, Radziwiłłów

PN -  WSCH
Dubno, Krzemieniec, Poczajów

PD -  ZACH
Olesko, Podhorce, Podkamień, Pomorzany, Zborów, Złoczów

PD - WSCH
Horodyszcze, Tarnopol, Załoźce, Zbaraż

Miejscowość nad Styrem, 140 kilometrów na północ od Lwowa, założona 1 czerwca 1445 roku. Król Zygmunt I Stary lokował Beresteczko na prawie magdeburskim w 1547 roku.

W 1651 roku okolice miasta były świadkiem jednej z największych bitew w historii Rzeczpospolitej. Ugoda Rzeczpospolitej z Kozakami zawarta w Zborowie (1649) nie zadowoliła żadnej ze stron, ktore zaczęły przygotowywać się kolejnego konfliktu. Atakująca Rzeczpospolitą armia Chmielnickiego liczyła około 80 tys. Kozaków i ponad 20 tys. Tatarów. W kwietniu 1651 roku król Jan Kazimierz wyruszył przeciw Chmielnickiemu z 27-tysięczną armią koronną i 30 tysiącami pospolitego ruszenia. Gdy nadeszły wiadomości wiadomości o buntach chłopskich w Maloplsce zachodniej część sił koronnych zawróciła.

Jan Kazimierz wydał bitwę na wybranym przez siebie terenie. Rozpoczęta 28 czerwca 1651 roku trzydniowa, sławna wkrótce w całej Europie bitwa pod Beresteczkiem rozstrzygnęła się dopiero trzeciego dnia - 30 czerwca.

Król Jan Kazimierz zastosował podczas bitwy tzw. szyk szwadronowy, przeplatając piechotę z konnicą. Dzięki celnemu ogniowi artylerii i szarżom jazdy pod wodzą księcia Jeremiego Wiśniowieckiego - kniazia Jaremy, wojewody ruskiego spowodowały panikę wśród Tatarów. Prawe skrzydło wojsk polskich nie uderzyło jednak - unikając przygotowanej zasadzki. W centrum Jan Kazimierz przełamał opór Tatarów. Po śmierci (w wyniku ostrzału artylerii pod komendą Przyjemskiego) brata, chan tatarski Islam Girej uciekł, wlokąc ze sobą Chmielnickiego, ponoć przywiązanego do konia.

Pozostały tabor kozacki, broniony kilkoma rzędami spiętych łańcuchami wozów, dowodzony przez pułkownika Dziedziałę, oparty o bagnistą rzeką Pleszawkę (Plaszówką) i okopany wałami blisko tydzień stawiał opór. 7 lipca 1651 roku nastąpił szturm wojsk polskich na ogarnięty już paniką tabor, zakończony rzezią Kozaków dokonaną przez Polaków.

Bitwa należała do największych bitew XVII wiecznej Europy. Zwycięstwo nie zostało jednak w pełni wykorzystane, gdyż pospolite ruszenie odmówiło dalszego udziału w wojnie. Pomimo to zmuszono Kozaków do zawarcia korzystnej dla Polski ugody (28 XI 1651) w Białej Cerkwi.

W miejscu bitwy stanęły później świątynie: barokowy kościół p.w. św. Trójcy (1765), na zewnątrz którego namalowano (1853) roku sceny z bitwy beresteckiej, prawosławna kaplica św. Tekli (?) z 1650, przeniesiona z miejscowości Ostrów, mająca upamiętniać śmierć 500 dziewic, torturowanych i zabitych wg legendy przez Tatarów pod Beresteczkiem, XVII-wieczna cerkiew sw. Michała oraz cerkiew św. Jerzego (1912-14). Klasztor został zniszczony przez armię sowiecką.

Od 1765 roku Beresteczko należało do Zamoyskich, od 1795 - Platerów. Zostało zagrabione w III rozbiorze przez Rosję w 1795 roku.

Podczas powstania listopadowego w 1831 wyprawę na Beresteczko podjął gen. Józef Dwernicki.

Od 29 lipca do 4 sierpnia 1920 roku okolice Brodów i Beresteczka były znów miejscem walk. Oddziały kawalerii 2 Armii Wojska Polskiego gen. Kazimierza Raszewskiego, (m.in. 2 Dywizjon Artylerii Konnej, 4 pułk Artylerii Cięzkiej) walczyły z siłami bolszewickiej "Konarmii" Siemiona Budionnego.

W decydującej fazie bitwy (1 sierpień) Polacy przejęli inicjatywę i w rejonie Brodów zadali dwóm sowieckim dywizjom jazdy poważne straty. Wobec sforsowania przez bolszewików Bugu i Narwi oraz upadku Brześcia marszałek Piłsudski nakazał przerwanie korzystnie rozwijającej się walki. Nie rozstrzygnięta taktycznie bitwa dała Polakom czas niezbędny dla przygotowania dalszej obrony przedpola Warszawy.

W II Rzeczypospolitej miejscowość w powiecie horochowskim województwa wołyńskiego należąca do rodziny Prońskich.

Po okupacji sowieckiej (1939-41, 1944-91) i niemieckiej (1941-44), od 1991 roku w granicach Ukrainy, liczy 2,5 tys. mieszkańców. W mieście działa oddział Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.


"zadrżał Islam-Girej - i nie dotrzymał pola, i pierzchnął, a za nim pierzchnęły bezładnie wszystkie ordy i Wołosza, i Urumbałowie, i konni mołojcy zaporoscy, i Turcy sylistryjscy, i poturczeńcy, jak chmura pierzcha przed wichrem. Uciekających dopędził zrozpaczony Chmielnicki chcąc błagać chana, aby do bitwy powrócił - lecz chan ryknął na jego widok z gniewu, wreszcie kazał go Tatarom uchwycić, przywiązać do konia i porwał ze sobą. Teraz pozostał tylko tabor kozacki.

Dowódca taboru, pułkownik kropiweński Dziedziała, nie wiedział, co się stało z Chmielnickim, lecz widząc klęskę i haniebną ucieczkę wszystkich ord - wstrzymał pochód i cofnąwszy się z taborem, usadowił się w bagnistych widłach Pleszowy. Tymczasem burza zerwała się na niebie i lunęły niezmierne potoki deszczu. "Bóg ziemię obmywał po sprawiedliwej bitwie." Dżdże trwały kilka dni i kilka dni odpoczywały królewskie wojska, zmęczone poprzednimi bitwami - przez ten czas tabor opasywał się wałami i zmienił się w olbrzymią ruchomą fortecę. Z powrotem pogody rozpoczęło się oblężenie - najdziwniejsze, jakie kiedykolwiek w życiu widziano. Sto tysięcy królewskiego wojska obległo dwukroćstotysięczną armię Dziedziały. Królowi brakło armat, żywności, amunicji - Dziedziała miał nieprzebrane zasoby prochów, wszelkich zapasów, a oprócz tego siedemdziesiąt cięższych i lżejszych armat.

Ale na czele królewskich wojsk stał król - Kozakom brakło Chmielnickiego. Wojska królewskie były ożywione świeżym zwycięstwem - Kozacy zwątpili o sobie. Minęło kilka dni - nadzieja powrotu Chmielnickiego i chana znikła. Wówczas rozpoczęły się rokowania. Przyszli do króla pułkownicy kozaccy i bili mu czołem, prosząc zmiłowania, obchodzili namioty senatorów, czepiali się sukien, przyrzekając choćby spod ziemi wydostać Chmielnickiego i oddać go królowi. Serce Jana Kazimierza nie było obce litości - chciał puścić do domów czerń i wojsko, byle wydano mu wszystką starszyznę, którą postanowił zatrzymać aż do chwili wydania Chmielnickiego. Lecz taki właśnie układ nie był po myśli starszyźnie, która za ogrom swych występków nie spodziewała się przebaczenia. Więc w czasie układów trwały bitwy, rozpaczliwe wycieczki i codziennie lała się obficie krew polska i kozacka. Mołojcy w dzień walczyli z odwagą i zaciekłością rozpaczy, lecz nocą chmary ich całe wieszały się pod obozem królewskim wyjąc ponuro o miłosierdzie.

Dziedziała skłaniał się do układów i sam chciał ponieść w ofierze głowę swą królowi, byle wykupić wojsko i lud. Jednakże rozruchy powstały w kozackim obozie. Jedni chcieli się poddawać, inni bronić do śmierci, wszyscy zaś przemyśliwali, jak by się wymknąć z taboru. Ale najodważniejszym wydawało się to niepodobieństwem. Tabor otoczony był widłami rzeki i olbrzymimi bagnami. Bronić się w nim można było całe lata, ale do odwrotu jedna tylko droga stała otworem przez wojska królewskie. O tej drodze nikt nie myślał w taborze. Układy przerywane bitwami wlokły się leniwo; rozruchy w tłumach kozackich stawały się coraz częstsze. W jednym z takich rozruchów zrzucono z dowództwa Dziedziałę i obrano nowego wodza. Nazwisko jego wlało nową odwagę w upadłe dusze kozacze - i odbiwszy się gromkim echem w obozie królewskim, rozbudziło w kilku sercach rycerskich zatarte wspomnienia przebytych bólów i nieszczęść. Nowy wódz zwał się Bohun. Już poprzednio wysokie on zajmował stanowisko między kozactwem w radzie i boju. Głos powszechny ukazywał na niego jako na następcę Chmielnickiego, którego w nienawiści do Lachów jeszcze przewyższał.

Bohun pierwszy z kozackich pułkowników stanął wraz z Tatarami pod Beresteczkiem na czele pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Brał udział w trzechdniowej bitwie jeźdźców - i pogromiony wraz z chanem i ordami przez Jeremiego, zdołał wyprowadzić z pogromu większą część swych sił i znaleźć schronienie w taborze. Teraz po Dziedziale partia nieprzejednanych oddała mu naczelne dowództwo ufając, że on jeden potrafi uratować tabor i wojsko. I istotnie młody wódz ani chciał słyszeć o układach - pragnął bitwy i krwi przelewu, choćby i w tej krwi sam miał utonąć.

(...) W dwa lata później zerwała się znów cała Kozaczyzna do boju z Rzecząpospolitą. Wstał Chmielnicki silniejszy niż kiedykolwiek, a z nim szedł chan wszystkich ord - i ciż sami wodze, którzy już pod Zbarażem stawali: więc dziki Tuhaj-bej i Urummurza, i Artim-Girej, i Nuradyn, i Gałga, i Amurat, i Subagazi. Słupy pożarów, jęki ludzkie szły przed nimi - tysiące wojowników pokrywały pola, napełniały lasy, pół miliona ust wydawało okrzyki wojenne - i zdawało się ludziom, że przyszedł ostatni kres na Rzeczpospolitą. Lecz i Rzeczpospolita przebudziła się już z odrętwienia, zerwała z dawną polityką kanclerza, z układami, z paktowaniem. Już było wiadomo, że tylko miecz dłuższy spokój zapewnić może, więc gdy król ruszył przeciw nieprzyjacielskiej powodzi, szło z nim sto tysięcy wojska i szlachty prócz mrowia ciurów i czeladzi. Nikogo nie brakło z osób wchodzących do niniejszego opowiadania. Był książę Jeremi Wiśniowiecki (...) byli obaj hetmani, Potocki i Kalinowski, czasu tego już z niewoli tatarskiej wykupieni. (...) Na polach Beresteczka spotkały się wreszcie owe krociowe zastępy i tam to stoczono jedną z największych bitew w dziejach świata, której odgłosem brzmiała cała ówczesna Europa. Trwała ona trzy dni. Przez pierwsze dwa ważyły się losy - w trzecim przyszło do walnego boju, który przeważył zwycięstwo. Rozpoczął ów bój książę Jeremi. Dzień ów pierwszego spotkania był dniem tryumfu dla polityki straszliwego "Jaremy" - jemu więc pierwszemu przyszło na nieprzyjaciela uderzyć. I widziano go na czele całego lewego skrzydła, jak bez zbroi, z gołą głową, gnał jak wicher po polu na olbrzymie zastępy złożone ze wszystkich konnych mołojców zaporoskich, ze wszystkich Tatarów krymskich, nohajskich, białogrodzkich, z Turków sylistryjskich i rumelskich, z Urumbałów, janczarów, Serbów, Wołochów, Perierów i innych dzikich wojowników zebranych od Uralu, Morza Kaspijskiego i błot Meockich aż do Dunaju.

Mord napełnił te okropne lasy i zapanował w nich tym straszliwiej, że potężne watahy poczęły się bronić z wściekłością. Toczyły się bitwy na błotach, w kniejach, na polu. Wojewoda bracławski przeciął odwrót uciekającym. Próżno król rozkazywał powstrzymywać żołnierzy. Litość zgasła i rzeź trwała aż do nocy; rzeź taka, jakiej najstarsi nie pamiętali wojownicy i na której wspomnienie włosy stawały im później na głowach. Gdy wreszcie ciemności okryły ziemię, sami zwycięzcy byli przerażeni swym dziełem. Nie śpiewano Te Deum i nie łzy radości, lecz łzy żalu i smutku płynęły z dostojnych oczu królewskich. Tak rozegrał się akt pierwszy dramatu, którego autorem był Chmielnicki.

Henryk Sienkiewicz,
Ogniem i Mieczem
tom II,



Wydrukuj stronę